Narkotesty? Tylko na czarnągodzinę

Piotr Schutta 10 listopada 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:25

Ilu naćpanych kierowców krąży po Polsce? Od policji się nie dowiemy. Usłyszymy tylko, ilu jeździ pijanych. Dlaczego? Brakuje narkotestów i policjantów, którzy chcą ich używać. Poza tym, wykrywanie narkotyków to droga sprawa.


Weźmy choćby statystyki z województwa kujawsko-pomorskiego. W 2011 roku udało się przyłapać w całym regionie 8380 kierowców pijanych oraz 14 takich, u których wykazano obecność narkotyków w organizmie. To nie błąd w druku. Czternastu! Naiwnego ta liczba ucieszy, rozsądnego zaniepokoi.

- Mieliśmy narkotesty, ale szybko się skończyły - nie owija w bawełnę policjant z bydgoskiej drogówki - A nie, przepraszam, skłamałbym. Mam jedną sztukę, zachowałem sobie. Mój kolega ma jedną i chyba jeszcze jeden policjant jedną. Ale my naprawdę rzadko tego używamy - dodaje szczerze, przyznając, że badania nie przeprowadzał jeszcze nigdy. Pracuje w policji kilkanaście lat.

Po oczach poznacie

Dzwonimy do kolegi policjanta.

- Nie słyszałem, żeby zabrakło. No, ja mam. Jeden. Wożę go czasem, jak jadę na patrol. Nie, teraz nie wziąłem. Przepraszam, mamy wezwanie - wyraźnie chce skończyć rozmowę.

- Gdyby w tej chwili trafił pan na podejrzanie zachowującego się kierowcę, nie mógłby go pan sprawdzić narkotestem? - pytamy.

- Nie, ale gdybym zobaczył, że jest jakiś dziwny, to pojechałbym z nim na badanie krwi. Zresztą, to widać, że ktoś coś brał.

- Po czym?

- Po rozszerzonych źrenicach - odpowiada funkcjonariusz i kończy rozmowę.

Wożenie podejrzanych kierowców na badanie krwi w kierunku obecności narkotyków nie jest ulubioną czynnością policjantów. Większość z nich wie bowiem, że jedno takie badanie kosztuje od 580 do 1460 złotych. Jeśli podejrzenie policjanta się nie potwierdzi, jego przełożony na pewno nie będzie zadowolony, gdy przyjdzie mu się tłumaczyć z niepotrzebnie wydanych pieniędzy.

Elżbieta Rachowska, specjalistka terapii uzależnień z Torunia, nie chce wyciągać pochopnych wniosków, bo ma za mało informacji na temat praktyki używania policyjnych narkotestów. Przyznaje jednak, że sama często bywa świadkiem dziwnych zachowań innych kierowców na drodze i pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi jej wówczas do głowy, to narkotyki.

- Kilka rodzajów narkotyków daje objaw poszerzonych źrenic, to prawda. Ale rozszerzone źrenice ma również człowiek w stresie. Myślę, że konieczność użycia przez policję narkotestu powinna być wymuszona jakąś procedurą. Wyobrażam sobie to tak. Na przykład ktoś przekroczył prędkość, jechał brawurowo nie dając żadnych sygnałów, wówczas policjant automatycznie sięga po narkotest - mówi specjalistka.

Jak podaje biuro prasowe kujawsko-pomorskiej policji, w całym regionie jest 500 alkomatów, służących do badania zawartości alkoholu. Są to urządzenia wielokrotnego użytku. Wymienia się tylko ustnik, który kosztuje grosze albo nie wymienia się nic, bo najnowocześniejsze bezdotykowe alkomaty działają tak, że wystarczy w ich kierunku dmuchnąć. Policjanci często z nich korzystają.

Narkotestów natomiast na początku tego roku w całym województwie było tylko 350. Dokładnie tylu podejrzewanych o zażycie czegoś można nimi przebadać, ponieważ są to zestawy jednorazowego użytku. W kilka minut Rapid Stat wykrywa w ślinie podstawowe środki odurzające, takie jak marihuana, amfetamina, ecstasy, kokaina czy heroina. Ile takich zestawów jest w policyjnych rękach w tej chwili, trzeba by dokładnie policzyć, ponieważ każdy komisariat inaczej nimi dysponuje. Drogówki w Bydgoszczy, Lipnie, Grudziądzu, Radziejowie, Golubiu-Dobrzyniu, Sepólnie i Rypinie nie mają już nic (chyba że któryś funkcjonariusz coś sobie zachomikował), Toruń ma jeszcze 14 sztuk, Włocławek 17, Brodnica 13, Inowrocław 4, Mogilno 7 itd.

- Może względy ekonomiczne decydują, że policja rzadko sięga po narkotesty? - zastanawia się Elżbieta Rachowska i może mieć dużo racji. Jeden Rapid Stat kosztuje od 80 do 100 złotych.

W zeszłym roku wydział ruchu drogowego w Bydgoszczy otrzymał z komendy głównej przypominający sokowirówkę, wart ok. 20 tysięcy złotych Drager Drugtest 5000, maszynkę wielokrotnego użytku, do której trzeba mieć specjalne wymienne kasetki. Jedna kosztuje 15 euro. Drogówka otrzymała 40 kasetek. Nic dziwnego, że skończyły się po kilku miesiącach. Od stycznia sokowirówka stoi w szafie.

Przygoda z sokowirówką

Z urządzeniem tym związana jest zresztą wstydliwa dla policji historia, niewyjaśniona do dzisiaj. Wie coś o tym bydgoszczanin Dariusz Mrugowski, który 1 kwietnia 2011 roku z powodu przekroczenia dozwolonej prędkości został zatrzymany do kontroli.

- Byłem pierwszym kierowcą, na którym wypróbowano to urządzenie. Myślałem, że padnę z wrażenia, kiedy narkotester wykrył u mnie cannabinol (obecny w marihuanie i haszyszu - dop. red.) - opowiada 26-letni informatyk.

Mężczyźnie, dla którego samochód jest narzędziem pracy, zatrzymano prawo jazdy. Po trzech tygodniach prawo jazdy oddano, ponieważ badanie krwi nie potwierdziło wyniku Drugtestu.

- Mieliśmy kilka podobnych sytuacji związanych z tym urządzeniem. Dlatego zmieniliśmy procedury. Obecnie zarzuty przedstawiamy i prawo jazdy zatrzymujemy dopiero po otrzymaniu wyników badania krwi - mówi Dariusz Bebyn z Prokuratury Bydgoszcz-Północ.

Mrugowski wynajął firmę, która za pośrednictwem fundacji Duae Rotae z Dzierżoniowa, zażądała od bydgoskiej policji dokumentów legalizacyjnych wadliwego urządzenia.

- Do dzisiaj nie mamy żadnych materiałów z policji. Nie sądziłem, że z uzyskaniem ich będzie taki problem. Na początku otrzymaliśmy jedynie wyjaśnienie z komendy wojewódzkiej, z którego wynikało, że urządzenia o takim numerze seryjnym policja nie ma. Wystąpiliśmy więc do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie skarżąc policję o opieszałość - mówi Maciej Kwiecień, prezes fundacji Duae Rotae i właściciel firmy Marshal, zajmującej się odszkodowaniami. Pozwu w sprawie odszkodowania dla swojego klienta jeszcze nie wniósł. Na razie Dariusz Mrugowski i reprezentująca go firma mogą mieć satysfakcję z tego, że komendant główny policji w Warszawie został ukarany grzywną w wysokości 5 tysięcy złotych. Zapłaciła za niego, oczywiście, jego macierzysta instytucja, bo występował w sprawie jako „organ”.

Inkubacja materiału w poziomie

- Na pewno tego nie odpuścimy. Na początek musimy ustalić, kogo pozwać - policjanta, który źle przeprowadził badanie, czy dystrybutora urządzenia - mówi Maciej Kwiecień. Nawiasem mówiąc, dystrybutor również nie udziela informacji.

Sami policjanci przyznają, że o błąd w badaniu nietrudno. Dwustronicowy protokół pt. „Przebieg użycia urządzenia” opisuje m.in. takie czynności: pobranie śliny z jamy ustnej między dziąsłem a policzkiem przez 30 sekund, wymycie zebranej śliny w zakraplaczu przez 10 sekund, wkropienie po 8 kropel do zbiorników inkubacyjnych, mieszanie przez 10 sekund, inkubacja materiału przez minimum 4 minuty w pozycji poziomej.

- Jeśli coś źle wykonam albo popełnię błąd w opisie, każdy adwokat podważy wynik testu - mówi policjant drogówki.

Trudność w karaniu naćpanych kierowców wynika z innego jeszcze powodu. We wrześniu tego roku prokuratura w Wolsztynie umorzyła sprawę młodego kierowcy po amfetaminie, który potrącił śmiertelnie 10-letniego chłopca. Biegli stwierdzili, że wykryte stężenie narkotyku nie miało wpływu na zachowanie kierującego.

Wkrótce powinien być gotowy akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie, który w lipcu tego roku w Inowrocławiu zabił na przejściu dla pieszych dwie kobiety. Wcześniej zażywał amfetaminę. Na proces czeka też sprawa kobiety, która przejechała dwóch chłopców w miejscowości Kozy k. Bielska-Białej. Ona również brała „białą śmierć”.

Wypadków z narkotykami w tle notuje się coraz więcej.

- Wszyscy skupiliśmy się na problemie alkoholu, a tymczasem ucieka nam inne poważne zjawisko, z którym z różnych powodów sobie nie radzimy - nie ma złudzeń prokurator Dariusz Bebyn.
Warto wiedzieć

DRUID - częściej narkotyki niż alkohol

W latach 2008-2010 Instytut Transportu Samochodowego, Instytut Ekspertyz Sądowych i Komenda Główna Policji przeprowadziły szeroko zakrojone badania pn. DRUID. Na terenie całego kraju sprawdzono alkomatami i narkotestami ponad 4000 kierowców. U 44 osób wykazano niedozwolone prawem stężenie alkoholu. U 102 kierujących wykryto natomiast inne substancje psychoaktywne.

Wnioski należy wyciągać ostrożnie, bowiem niektóre narkotyki wykrywane są nawet do 72 godzin po zażyciu. Trudno więc określić, ilu kierowców prowadziło w stanie odurzenia.