Tak kapitał "žczyści" kamienice

Katarzyna Bogucka 10 listopada 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:25


Rozmowa z dr. KACPREM POBŁOCKIM, antropologiem z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, działającym w „Koalicji na rzecz Stolarskiej”, broniącej przed nielegalną eksmisją mieszkańców kamienicy.

Od maja w Poznaniu przy ul. Stolarskiej obecni najemcy walczą o zachowanie mieszkań. Po jednej stronie są zabarykadowani ludzie, po drugiej przedstawiciel właścicieli, Piotr Śruba. Jaki jest wynik tej batalii?

Podejrzewam, że właściciele (którzy się nie ujawniają) liczą na to, że niskie temperatury zmuszą najemców do opuszczenia pola bitwy. W kamienicy nie ma gazu, nie ani wody. Jeszcze jest prąd i są piece kaflowe, ale niektóre szyby wentylacyjne zostały już przez „czyścicieli” (takie określenie przylgnęło do osobników usuwających z mieszkań lokatorów) zapchane, więc nie wszędzie można palić w piecach. „Czyściciele” starali się maksymalnie zdewastować kamienicę, m.in. burzyli ścianki, uszkadzali sufity, zalewali mieszkania, wpuszczali do nich robactwo.

W naszym regionie mówiło się o wystawianiu drzwi i okien oraz o wprowadzeniu do spornych lokali sublokatorów, tzw. karków. To ponoć skuteczna zachęta do wyprowadzenia się...

„Czyścicielom” zależy na tym, by jak najszybciej opróżnić dom, wyremontować go, a poszczególne mieszkania z zyskiem sprzedać. W Polsce od lat 90. grupa ludzi wyszukujących kamienice często o niejasnej sytuacji własnościowej zarabia na obrocie nieruchomościami ogromne pieniądze. Domy sprzedawane są za bezcen. Sprzedawane są z tak zwaną wkładką mięsną.

Skandaliczne określenie...

Zgadzam się, ale ono pokazuje, w jaki sposób myśli się o lokatorach - jako o niepotrzebnym balaście, który stoi na przeszkodzie w osiągnięciu zysku. To nie jest sprawa incydentalna, ale część szerszych procesów zachodzących w miastach. Pierwszy to rewitalizacja, która jest próbą uratowania od zniszczenia śródmiejskiej tkanki miasta. Rewitalizacja bierze pod uwagę los ludzi zasiedlających budynki.

Drugi proces, zupełnie bezduszny, nastawiony na zysk, to gentryfikacja, czyli gwałtowna zmiana charakteru danej części miasta, najczęściej z dzielnicy zamieszkałej przez różnych lokatorów w strefę zdominowaną przez osoby o stosunkowo wysokim statusie materialnym. Walka toczy się o stare zasoby mieszkaniowe w centrum miasta, o ruiny opuszczone np. z powodu wyprowadzania się ludzi na przedmieścia. Kapitał wraca do tych kamienic. Przerabia się je na mieszkania własnościowe, ale wcześniej wyrzuca się ludzi, którzy mieszkali tam nieraz przez całe życie, opłacając czynsz, nierzadko dbając o stan budynku, gdy często nawet właściciele w ogóle się tymi domami nie interesowali.

Płacenie czynszu nie jest gwarancją?

Stolarska jest przypadkiem skrajnym, ale często podobne efekty osiąga się w białych rękawiczkach, po prostu podnosząc czynsz do absurdalnie wysokich pułapów.

Wróćmy do procesów miejskich...

Pokazałem już różnicę między rewitalizacją a gentryfikacją, której zależy na przedmiotach, nie na ludziach. Podkreślam, że często mamy do czynienia z domami o niewyjaśnionej sytuacji własnościowej. W Warszawie jest aż ok. 20 tysięcy takich działek! Kamienica przy ul. Gdańskiej w Bydgoszczy, w której spędziłem pierwsze dziesięć lat mojego życia, też została „oczyszczona” z dawnych lokatorów. Dom przy Stolarskiej w Poznaniu miał właścicielkę, która nie interesowała się swoim majątkiem.

Pani miała córkę, niezamężną i bezdzietną. Nowi spadkobiercy właścicielki podpierają się dokumentem, w którym napisane jest, że owa córka właścicielki miała... dwóch synów. Nikt tego nigdy nie sprawdził. Czy to wiarygodny dokument? Miasto przyzwala na akcję dręczenia lokatorów. Jedynie inspektor nadzoru budowlanego jest jeszcze zainteresowany sprawą z ul. Stolarskiej i wykazuje wolę pomocy. No i anarchiści. To smutne, że rolę państwa przejęli właśnie anarchiści, którzy mają się przecież państwu sprzeciwiać

Jak reaguje policja?

Policja przyjeżdża i odjeżdża, podobnie jak straż miejska. Sąd wydał wyrok na Piotra Śrubę. Oskarżono go stalking. Ma zakaz zbliżania się do spornego obiektu na odległość stu metrów. Piotr Śruba się nie zbliża, ale ma ludzi, którymi steruje przez telefon.

Gdyby właściciele chcieli postąpić zgodnie z prawem to...

Wręczyliby lokatorom pismo z trzyletnim okresem wypowiedzenia i poczekaliby. Oni wybrali jednak drogę łamania praw człowieka. To pierwszy przypadek w Polsce, że ludzie nie poddali się i rozpoczęli zdecydowany protest. Być może ta akcja zmobilizuje pokrzywdzonych z innych miast Polski do walki o swoje prawa. Każdy może się znaleźć w podobnej sytuacji.

Jak gentryfikacja przebiega w innych krajach?

W Ameryce to bardziej zorganizowany proces ze względu na uregulowane kwestie prawne. Gentryfikowane są całe kwartały domów, jeden po drugim. Są mapy, na których można zobaczyć, jak fala gentryfikacji przemieszcza się przez miasto. W związku z tym ogromnym zasięgiem i z pewną planowością, ludzie są w stanie wcześniej przygotować się do najgorszego i zaprotestować. W Polsce masowe eksmisje dotyczą kamienic porozrzucanych po całym mieście. Podobne historie giną więc w natłoku codziennych złych wiadomości.

Tym bardziej cieszę się, że przypadek z ulicy Stolarskiej zainteresował wybitne osobistości (800 osób), które podpisały protest, ale także zwykłych mieszkańców. O Stolarskiej mówią naukowcy, ale i taksówkarze, a pacjenci pobliskiego szpitala wpadali odwiedzić zabarykadowanych ludzi. Organizowane są marsze solidarności, były pikniki pod kamienicą, akcje typu: „Dostarcz wodę na Stolarską”.

Zauważyłem kiedyś, że na jeden z pikników wyszło niewielu lokatorów kamienicy. Później wyjaśniono mi, że przez te dwa dni, gdy my piknikowaliśmy, ci ludzie mogli się wreszcie wyspać. Nie musieli czatować przy oknach, przy drzwiach. Dwa tygodnie temu około 300 osób przeszło ulicami dzielnicy Łazarz, by zaprotestować przeciwko polityce mieszkaniowej w Poznaniu. Demonstrujący zatrzymywali się przy pięciu kamienicach, w których także dochodziło do procesu „wykurzania” lokatorów.

Lokatorzy usiłują żyć normalnie. Jak im się to udaje?

Z trudem. Barykady są dwie. Jedna jest w miejscu wymontowanej bramy głównej, druga w wejściu. Wieczorem, gdy ludzie wrócą z pracy, wszyscy spotykają się na parterze i idą po wodę do ulicznego hydrantu. Gdy jedna osoba pompuje wodę, reszta czatuje przy drzwiach, by uniemożliwić „czyścicielom” wtargnięcie do kamienicy.

Jak długo to wytrzymają?

Niestety, w Polsce ważne decyzje zapadają zazwyczaj tuż po wielkiej tragedii, np. stawia się światła na niebezpiecznym przejściu po tym, gdy ktoś tam zginie. W Poznaniu wiemy o co najmniej dwóch ofiarach śmiertelnych „czyścicieli”. Jedna z nich zaczęła mieć problemy ze zdrowiem na skutek ich działań, a druga zamarzła, gdy zimą wylądowała na bruku. Gdybyśmy mieli za rok wybory, na Stolarskiej byliby politycy wszystkich partii. A tak jesteśmy skazani na samotną walkę. Ale w tej chwili sprawy zaszły już za daleko, żeby się poddać.
Teczka osobowa

Antropolog w wielkim mieście

Dr Kacper Pobłocki (ur. 1980 w Bydgoszczy) antropolog, adiunkt na UAM (Instytut Etnologii i Antropologii Kultury) w Poznaniu.

Studiował w Wielkiej Brytanii, Holandii oraz USA. Jego doktorat o polskich miastach został wyróżniony Nagrodą Prezesa Rady Ministrów.

Działacz Stowarzyszenia My-Poznaniacy, jeden z liderów Kongresu Ruchów Miejskich.

Współautor projektu „Miejski Anty-bezradnik Przestrzenny”.