Niemcy chcieli zatrzeć pamięć

Krzysztof Błażejewski, zdjęcia: Robert Grochowski 10 listopada 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:25


Po 73 latach doczekały się pogrzebu 44 ofiary niemieckiego nalotu z 3 września 1939 roku koło wsi Gródek pod Świeciem. Podczas prac ekshumacyjnych udało się ustalić nazwiska pięciu polskich żołnierzy. Pozostali chyba już na zawsze pozostaną bezimienni.


Być może to tylko czasowa moda, a być może rzeczywista potrzeba, która narodziła się w ostatnich latach i przybiera na sile. Z roku na rok przybywa ekshumacji. Przeglądamy dawne groby, analizujemy wszystkie znalezione szczątki, identyfikujemy i zwracamy je ponownie ziemi, ale już sprawdzone, policzone i nazwane. To nie tylko okazja do uporządkowania spraw sprzed lat, ale także powtórnego przeżycia. Dotknięcia historii osobiście.

Według różnych szacunków, podczas walk obronnych w 1939 roku w Polsce zginęło i zaginęło bez wieści od 70 do 95 tys. polskich żołnierzy. Z pewnością liczba tych, którzy swoich grobów nie posiadają i leżą w ziemi nierozpoznani, sięga zatem od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy.

Kilkanaście dni temu, po 73 latach, doczekały się ponownego pogrzebu 44 ofiary niemieckiego nalotu z 3 września 1939 roku koło wsi Gródek pod Świeciem, znanej głównie z elektrowni wodnej na Wdzie, wybudowanej tu jeszcze w międzywojniu. Emocje i wzruszenia udzieliły się nie tylko rodzinom odnalezionych ofiar.

Jak doszło do ich „zaginięcia”?

W piątek, 1 września 1939 roku, wojska niemieckie rozpoczęły atak na Polskę. 19 Korpus Pancerny wdarł się głęboko na Pomorze, przechodząc Brdę i docierając do Świekatowa. Nocą z 1 na 2 września rozpoczął się odwrót polskich wojsk na południe, w kierunku Bydgoszczy. Razem z wojskiem uciekała również ludność cywilna. Jedna z dróg odwrotu biegła przez Gródek. Wycofujące się wojsko i ludność cywilna były ostrzeliwane i bombardowane przez niemiecką Luftwaffe. W niedzielę, 3 września 1939 roku, pierwsze bomby spadły pod Drzycimiem, później bombardowano Gródek, pobliskie Krąplewice oraz Czersk Świecki, gdzie zestrzelono jeden z niemieckich samolotów.

Niedaleko Gródka na wypełnioną wojskiem i cywilnymi uchodźcami drogę wiodącą przez las posypały się bomby z niemieckich samolotów. Od wybuchów zginęło kilkudziesięciu żołnierzy Wojska Polskiego i cywilów. Wśród poległych byli żołnierze piechoty, kawalerii i saperzy.

Niemcy zwłoki Polaków traktowali z wyjątkową pogardą - kazali miejscowym Polakom wykopać prowizoryczne doły przy leśnej drodze opodal leśniczówki, a potem zasypać zwłoki.

- Ciała rzucane były przez Niemców byle jak, jakby to były worki z piaskiem, a nie ludzie - mówi Robert Grochowski, archeolog prowadzący prace ekshumacyjne w Gródku. - W dodatku żołnierzom zabrano nieśmiertelniki, aby nie można było w przyszłości zidentyfikować zwłok.

Po zakończeniu wojny, w 1946 roku, grób został otwarty. Ze względu na rozkład ciał, wydobyto tylko część zwłok, które przewieziono na cmentarz parafialny w Drzycimiu. Ekshumację przeprowadzono pośpiesznie, cięto niekiedy zwłoki na pół, spieszono się. W tamtym czasie w każdej niemal polskiej miejscowości odbywały się podobne ekshumacje. Sprawa ofiar nalotu w Gródku miała zostać na zawsze zamknięta. Po latach nabrała charakteru wręcz baśni, opowiadanej przy szczególnych okazjach przez najstarszych mieszkańców.

Zmianę zawdzięczać należy wyłącznie jednemu człowiekowi - leśniczemu Hubertowi Lemańczykowi.

- Dawno temu jeden z uczestników ekshumacji z 1946 roku powiedział mi, że wówczas nie odkopano wszystkich - wspomina Hubert Lemańczyk, pasjonat historii. - Przez lata nie dawała mi spokoju myśl, że kości polskich żołnierzy leżą tam, w rowie przy „Królewskim Lesie” zamiast w mogile. Sam chciałem oznaczyć to miejsce jakimś większym głazem.

Sygnał dla rodzin

Kiedy w zeszłym roku odkopano w Gródku szczątki polskiego ułana o nazwisku Borowski, Lemańczyk o masowym grobie poinformował Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Bydgoszczy. Jesienią tego roku znalazły się pieniądze w Warszawie i we wrześniu przystąpiono do działania.

W trakcie prac odsłonięto cały zarys jamy grobowej, ekshumując szczątki 44 osób. Pomimo znacznego przemieszania szkieletów, udało się wyeksplorować indywidualnie wszystkie pochówki. Pozyskano kilka tysięcy elementów odzieży, uzbrojenia, oporządzenia oraz przedmiotów osobistych, takich jak zegarki, medaliki, różańce, fajki, monety. Wybrane przedmioty zostały przekazane do izby pamięci przy stowarzyszeniu JKS „Czarna Podkowa - Gródek”.

Ustalono nazwiska pięciu żołnierzy: Jana Narlocha, ur. w 1916 roku w Górkach, Jana Nagórskiego, ur. w 1916 roku w Sztofrowej Hucie, sierżanta Jana Mazurowskiego, ur. w 1904 roku we Wdzie, Szmula Rerera - żołnierza pochodzenia żydowskiego oraz kpt. Adama Kuźnickiego, ur. w 1903 roku, dowódca I Batalionu 50. Pułku Piechoty Strzelców Kresowych im. Francesco Nullo. Wśród poległych byli kolejni żołnierze 50. Pułku Piechoty z Kowla oraz żołnierze 35. Pułku Piechoty z Brześcia nad Bugiem. Niestety, pozostaną oni chyba już na zawsze bezimienni. Polaków mieszkających na kresach, a szczególnie na Polesiu i Wołyniu, wojna nie oszczędzała. Najpierw wrzesień 1939, potem cztery serie wywózek w głąb ZSRR, następnie rzeź wołyńska, wreszcie wysiedlenie do Polski w nowych granicach po 1945 roku.

Archeologom udało się dotrzeć do rodzin trzech ofiar nalotu: Jana Narlocha, Jana Nagórskiego i Jana Mazurowskiego.

- Kiedy od rodzin otrzymaliśmy zdjęcia poległych, zobaczyliśmy, jak znane nam dotąd szczątki przyoblekają się w ludzką postać z krwi i kości. Było to dla nas niesamowite doświadczenie - wspominał Robert Grochowski.

Nadzieja w obrączkach

Przed kilkunastoma dniami szczątki ekshumowanych koło Gródka zostały z honorami pochowane w zbiorowej mogile opodal leśniczówki. Trumny przetransportowano na miejsce spoczynku w asyście oddziału żołnierzy w mundurach polskiej piechoty i kawalerii z 1939 roku. Na pogrzeb przybyli bliscy poległych, którzy po raz pierwszy po 73 latach mieli szansę pomodlić się nad grobami ojców.

Czy uda się jeszcze którąś z ofiar zidentyfikować? Przy szkielecie nr 9, sierżanta z 50. Pułku Piechoty im. Francesco Nullo z Kowla, znaleziono wąską złotą obrączkę z wyrytymi od wewnątrz literami A.C. 16/III 1934, a przy szkielecie nr 36 również złotą obrączkę, ale pękniętą. Na jej wewnętrznej stronie wykropkowane zostały symbole: F.T. II. 4. 1927. Jednak szansa, że ktoś obrączki rozpozna jest praktycznie zerowa. Za wiele minęło lat...

- Na Pomorzu są jeszcze dziesiątki takich miejsc z września 1939 roku jak ten skraj drogi w Gródku - uważa Robert Grochowski. - Zgłaszają się do nas ludzie z wnioskami o ekshumacje. W najbliższym czasie, jeśli otrzymamy zgodę i dostaniemy fundusze, rozpoczniemy prace m.in. w gminie Jeżewo koło Koronowa, pod Bukowcem i nad Wisłą w okolicach Świecia, a także w Polskich Łąkach, gdzie spoczywa ok. 40 żołnierzy 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty. 
Warto wiedzieć

Losy kapitana Kuźnickiego

Jako ostatni z dna wykopu grobowego został wydobyty szkielet oznaczony jako 21.

Między szczękami odnaleziono polski wojskowy nieśmiertelnik. Dane na nieśmiertelniku wskazują, że kapitan Adam Kuźnicki z 50 Pułku Piechoty, urodzony w 1903 roku, był katolikiem, przynależnym do Powiatowej Komisji Uzupełnień w Miechowie.

Tymczasem w literaturze i aktach PCK można znaleźć informację, że kpt. Kuźnicki poległ 2 września pod Świekatowem, a w 1946 r. jego szczątki zostały ekshumowane, zidentyfikowane na podstawie dokumentów i pochowane na cmentarzu w Świekatowie.

Ustalenie prawdy byłoby możliwe tylko przez badanie DNA, gdyby odnalazł się ktoś z rodziny.



Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-09-2017 18:33

    Brak ocen 0 0

    - Jerzy: II wojna światowa w Gródku. W IV. rocznice odsłonięcia trwałej mogiły zbiorowej ofiar tragicznych wydarzeń 1939 r. w Gródku łączę się z uczestnikami obchodów w wspólnej refleksji, zadumie i wspomnieniach. To wyłącznie z mojej inicjatywy w 2010 r. Kujawsko-Pomorski Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy spowodował objęcie przez Państwo opieką prawną i finansową mogił wojennych 1945 r. w Gródku - polskiego ułana nad Wdą oraz mogiłę zbiorową w „królewskim lesie” . W dalszej realizacji przedsięwzięcia bardzo czynnie uczestniczyły Urzędy Gminy Drzycim, Jeżewo, Sołectwa, Leśnictwo Gródek , Gimnazjum Gródek oraz wiele, wiele innych urzędów, zakładów, instytucji, organizacji oraz lokalne społeczeństwo. Z okazji uroczystości państwowych i religijnych na mogile składane są wieńce, kwiaty, zapalane znicze. Nowożeńcy składają ślubne wiązanki kwiatów. Miejsce odwiedzane jest przez zorganizowane grupy turystów i osoby prywatne. Mogiła stała się stałym historycznym elementem naszego ukochanego Gródka. Jerzy Puzowski z Gródka, zamieszkały w Bydgoszczy - 2017 r. Autor książki „ Dzieje Gródka nad Wdą” Bydgoszcz 2013, dostępnej m.in. w internecie, wielu bibliotekach i rękach prywatnych.

    Odpowiedz

  2. 12-06-2014 19:23

    Oceniono 3 razy 3 0

    - Janusz Leszczynski: Witam Pana jest cos wiadomo na temat Bronisław Leszczyński z Małych Chełmów zginoł w miejscowości Pięćmorgi 1.09.1939 Batalion Obrony Narodowej , oddział" Młynki" jestem wnukem a syn czyli ojciec moj nadal zyje majac 76 lat chciał bym odnaleść dziadka i sprawić ojcu niespodzianke prosze o kontakt : janusz.leszczynski87@wp.pl pozdrawiam

    Odpowiedz