Co za wredna cholera z tej grypy...

Krzysztof Błażejewski 6 października 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:26


Nasi pradziadowie jak ognia bali się cholery, dziadkowie mieli szczęście, jeśli przeżyli hiszpankę. Cztery dekady temu lęk wywoływał wirus z Hongkongu, a niedawno straszyły nas świńska i ptasia grypa. Czy masowe epidemie to już przeszłość?


W średniowieczu epidemie, zwłaszcza dżumy, były straszliwym zagrożeniem, zbierającym równie obfite śmiertelne żniwo co wojny. Dzisiejsze Kujawsko-Pomorskie było szczególnie zagrożone zarazami ze względu na położenie nad Wisłą, główną trasą komunikacyjną Rzeczpospolitej. Inwokację „Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas, Panie” przez wieki powtarzano powszechnie. To „powietrze” (w domyśle: morowe) było na pierwszym miejscu, bo też kojarzyło się z klęskami najdotkliwszymi, wobec których nie znano skutecznej obrony.

W XIX wieku w Europie pojawiła się nieznana wcześniej choroba - cholera azjatycka, która budziła równie wielki strach jak dżuma i tak jak ona była masowym zabójcą. Przenoszenie jej zarazków następowało głównie przez wypicie zakażonej wody.

Przewidywania fizyka

Ostatnia pandemia cholery przetoczyła się przez nasz region w latach 1892-94. Jak zwykle, dotarła do nas ze wschodu, z zaboru rosyjskiego.

„Gazeta Toruńska” pisała 5 lipca 1892 roku: „Spisy urzędowe wykazują, że w Królestwie Polskiem pojawia się cholera w Mławie, Warszawie, Radomiu i Płocku, a dalej w Kownie, Grodnie i Kurlandyi”.

Groza powiększała się, wszędzie węszono pojawienie się choroby i przygotowywano na jej „przyjęcie”. 7 lipca: „Robotnik Lonatowski w Młynie Brody pow. grudziądzki zachorował jakoby na cholerę. Fizyk powiatowy przewiduje przecież, że się rozwinie tyfus. Na przypadek zachorowania na cholerę osób jadących koleją, urządzono miejsca do pozostawiania takich chorych na przestrzeni od Torunia do Krzyża w Bydgoszczy i Pile, na linii Toruń - Poznań zaś w Inowrocławiu i Gnieźnie. Aparat desinfekcyjny ustawiono już na wielkim dworcu w Toruniu i jest już w użyciu. Pakunki podróżnych z Polski podlegają gruntownemu oczyszczeniu bez względu na to, czy podróżni spóźnią się przez to do dalszej podróży lub nie. Obawa przed cholerą opanowała niektóre wsie w takiej mierze, że mieszkańcy zaniedbują się zupełnie w robocie i całemi wsiami wynosić się zamierzają w świat daleki”.

I wreszcie zaraza przyszła. 14 lipca: „Cholerę skonstatowano naukowo u pioniera, który zapadł w Toruniu, u flisa, trupem pod Fordonem znalezionego, u robotnika Steina w Bohnsaku. Między szyprami i flisami na Wiśle były znowu nowe wypadki podejrzane, nawet i przy Toruniu”. Dwa tygodnie później: „Cholera pojawia się dotąd wyjątkowo tylko po pruskiej stronie, i to wyłącznie u ludzi, którzy wodę z Wisły pili. Trzeba więc to sobie pamiętać i wody tej unikać, bo zarażona. Natomiast w Polsce panuje cholera groźniej i wiele ludzi przez nią ginie”.

1 września 1892 roku zamknięte zostały granice regencji bydgoskiej, zapowiadano to samo w rejencji kwidzyńskiej. Zabronione zostało korzystanie z łazienek w Wiśle w Toruniu. Jednocześnie pomorska prasa naśmiewała się: „W Delatynie, gdzie cholera silniej wystąpiła, znaczą żydzi węglem krzyżyki na swoich domach i piszą: schon du gewein (już tu była!) sądząc, że cholera da się okłamać”.

3 września zamknięte zostały drogi w kierunku Lubicza i Dobrzynia, czynna była jedynie kolej do Aleksandrowa. Spowodowało to trudności w zaopatrzeniu, natychmiast ruszył przez granicę przemyt żywności. Tymczasem kolejne przypadki cholery zanotowano w Solcu Kujawskim. Stało się jasne, że tamy zarazie postawić się nie da. 10 września 1892 roku „Gazeta Toruńska” pisała: „Cholera w Silnie pokazała się u 5 osób, z których 3 umarły. Jeżeli załoga trawty lub berliwki opiera się rozporządzeniom lekarzy cholerycznych i wzbrania się rewizyi, natenczas lekarz może nakazać wzięcie statku lub trawty z załogą w kwarantannę na 6 dni, co naturalnie czasu i pieniędzy wiele kosztuje”.

„Prezent” z Ameryki

Na przełomie XIX i XX stulecia grypa była traktowana jako łagodna choroba. Nikt nie spodziewał się, że i ona może przybrać groźne rozmiary. W Kujawsko-Pomorskiem „gościła” m.in. na przełomie lat 1889/90. Zachorowała na nią połowa mieszkańców Bydgoszczy.

Epidemia grypy, nazwanej później hiszpanką, rozpoczęła się wiosną 1918 roku w USA. Do Europy sprowadzili ją amerykańscy żołnierze. Jako że główne ich transporty docierały do portów we Francji, kraj ten stał się wylęgarnią zarazy. Początkowo sądzono, że przyszła z Hiszpanii, stąd jej nazwa.

Kiedy dotarła na Kujawy i Pomorze, była uważana za niegroźną przypadłość. Lekarze sugerowali kurację herbatkami napotnymi i... środkami przeczyszczającymi. Strach pojawił się dopiero wtedy, kiedy na grypę zaczęły umierać całe rodziny. W pierwszym tygodniu września 1918 roku w Bydgoszczy odnotowano 15 zgonów. Jeszcze 24 września bardziej przejmowano się możliwą wówczas epidemią tyfusu plamistego. 3 października na łamach „Dziennika Bydgoskiego” przedstawiono dramatyczną historię rodziny Kruczkowskich ze Świecia nad Wisłą. Kiedy zachorowała Leokadia, jej matka przyjechała z Chełmna doglądać córki. Niebawem zmarły obie kobiety, a także dalsi członkowie rodziny.

Influenza rozprzestrzeniała się coraz bardziej.

„9 października. Toruń. Grasuje tu znowu bardzo silna grypa hiszpańska i zabiera z pośród tych, którzy na nią zapadają, liczne ofiary”. Dwa dni później podobne wieści doszły z Koronowa: „I u nas coraz więcej szerzy się choroba hiszpańska. W wielu domach leżą na nią całe rodziny. Zaszło też kilka wypadków śmiertelnych”.

W początkach października młodzież miała przerwę w zajęciach szkolnych i pomagała rolnikom przy wykopkach ziemniaków. Do szkół już nie wróciła. Zarządzono bowiem przerwę w nauce aż do końca miesiąca.

Jak się później okazało, był to szczytowy okres epidemii. 17 października prasa pomorska informowała: „Grypa szaleje w sposób zastraszający. Na jednego lekarza wypada każdego dnia około 50 wizyt u chorych. Liczne są przypadki śmiertelne”. W Koronowie wakacje jesienne dla szkół „wyższych” przedłużono do 29 X, dla szkół ludowych do 4 XI.

Dopiero w drugiej połowie października sytuację uznano za na tyle poważną, że pojawiły się porady, jak walczyć z grypą, która „grasuje w dalszym ciągu i zabiera dużo ofiar”: „Nie należy jej lekceważyć, lecz po zapadnięciu na te nieszczęsne choróbsko pozostać w łóżku aż do zupełnego wyzdrowienia, gdyż łatwo następuje recydywa, czyli poważne zachorzenie”.

Zalecano wezwanie pomocy lekarskiej, a w lżejszych przypadkach wypocenie się. Podobno też picie dużych ilości mleka sprzyjać miało wyzdrowieniu.

Tymczasem choroba paraliżowała coraz bardziej codzienne życie. Zapadali na nią księża, aptekarze, listonosze. Jak obliczono, na grypę zachorowało około 45 tys. urzędników kolei prusko-heskiej, co spowodowało ograniczenie ruchu pociągów. 26 tego miesiąca pojawiła się wreszcie krzepiąca informacja: „Choroba hiszpańska w Bydgoszczy powoli ustaje. Liczba zgłoszeń w kasie chorych spadła na około 25 dziennie”.

W styczniu 1919 roku epidemię, która zabrała życie kilkuset bydgoszczanom, zaczęto traktować jako rzecz minioną.

Hiszpanka na Kujawy i Pomorze wróciła raz jeszcze wczesną wiosną 1919 roku, ale miała już znacznie łagodniejszy przebieg.

A imię jego Hong i Kong

Pierwszą poważniejszą epidemię grypy po II wojnie światowej w Polsce odnotowano w 1957 roku, w marcu. Szczególnie dotknęła ona mieszkańców Torunia i Grudziądza. Bydgoszcz zaatakowała dopiero na przełomie października i listopada tego samego roku.

Kolejna zaraza jako „grypa hongkong” w Europie pojawiła się jesienią 1968 roku. Do naszego regionu dotarła pod koniec stycznia 1969. W Bydgoszczy notowano około 300 przypadków dziennie. W Toruniu 22 stycznia chorowało już 1500 osób, wprowadzono zakaz odwiedzin chorych w szpitalu. Z postojów zniknęli... taksówkarze, bojąc się zarażenia. Co ciekawe, w tym samym czasie we Włocławku i południowej części regionu na grypę zapadano tylko sporadycznie. Tam choroba przyszła dużo później.

Sytuację utrudniał fakt, że po zetknięciu się z pierwszymi chorymi rozchorował się personel medyczny. 27 stycznia wojewódzki inspektor sanitarny ogłosił w Bydgoszczy i Toruniu stan epidemiczny. W pierwszym z tych miast tego dnia zachorowało 2,5 tys. ludzi, w drugim 2 tys. Mniej więcej tyle samo chorych zarejestrowano w Grudziądzu. Niezbędna okazała się pomoc zakładów pracy, które udostępniały pogotowiu swoje samochody do przewozu chorych. Obroty w aptekach, z których część była czynna całą dobę, wzrosły trzykrotnie. Zakłady kupowały hurtowo polopirynę i witaminę C dla pracowników, a cytryny w okamgnieniu zniknęły ze sklepów. Hokejowe derby Pomorzanin Toruń - Polonia Bydgoszcz rozegrano w osłabionych składach...

28 stycznia 1969 roku w Toruniu chorych było 7 tys. mieszkańców, w 4 szkołach przerwano naukę. Następnego dnia w Bydgoszczy liczbę chorych szacowano na 17 tys. Zamknięto prawie wszystkie szkoły, tylko w 8 na 60 prowadzono lekcje.

Przesilenie nastąpiło jednak bardzo szybko, bo już 1 lutego. W sumie w Bydgoszczy zachorowało 43 tys. mieszkańców, w Toruniu 18 tys. Naukę w szkołach wznowiono jednak dopiero 11 lutego.

Wiele osób usiłowało wykorzystać sytuację, w 439 przypadkach wykryto symulowanie choroby „dzięki odpowiednim służbom zakładowym”.

Następnej zimy grypa azjatycka znów zaatakowała. 27 stycznia 1971 roku zachorowało w jeden tylko dzień około 3400 bydgoszczan, mimo że wcześniej, podczas plenum Komitetu Wojewódzkiego PZPR, meldowano, że służba zdrowia jest gotowa do odparcia ataku złośliwego wirusa. Tymczasem na ulicach miasta zabrakło autobusów, bo choroba objęła 15 proc. personelu przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej.

Czy trzeba się bać?

Najgorsza w powojennej historii Polski była zima na przełomie 1971 i 1972 roku z 6 127 674 zgłoszonymi w kraju zachorowaniami i 5940 zgłoszonymi zgonami z tego powodu, jednak dziwnym trafem w naszym regionie nie było tak źle jak na południu kraju.

W 2004 roku dotarła do Polski ptasia grypa z Hongkongu, jednak poza toruńskimi... łabędziami nie zaznaczyła się szczególnie złośliwie. W 2009 roku pojawiła się grypa zwana „świńską”, ale i w tym przypadku skończyło się na strachu.

Jak twierdzą specjaliści, istnieje duże prawdopodobieństwo kolejnej pandemii grypy. Lekarze zajmujący się badaniami nad grypą są zgodni, że przyjście wielkiej epidemii to jedynie kwestia czasu.
Fakty

Hiszpanka

W latach 1918-1919 przez świat przetoczyły się trzy fale epidemii grypy. Ocenia się, że wywołała ona ponad 500 mln zachorowań i pochłonęła 50-100 mln ofiar, dużo więcej niż I wojna światowa.

Śmierć ofiar hiszpanki była w większości spowodowana wirusowym krwotocznym zapaleniem płuc, które zabijało w ciągu kilku pierwszych dni choroby.
Warto wiedzieć

Kiedy widmo cholery krążyło po Europie...

Najgroźniejsza epidemia cholery w Europie panowała w latach 1831-38.

Do Polski dotarła za sprawą wojsk rosyjskich podczas powstania listopadowego. Zmarli na nią, m.in., wielki książę Konstanty, carski marszałek Iwan Dybicz, a w Prusach marszałek August Gneisenau, słynny teoretyk wojny, generał Carl von Clausewitz, a także wybitny niemiecki filozof Georg Hegel.

Ówczesna epidemia cholery w rejencji bydgoskiej trwała 170 dni. Wygasła dopiero 18 stycznia 1832 r. Jak wynika z oficjalnych statystyk, zarażenia miały miejsce w 32 miastach i 237 wsiach. Zachorowało łącznie 7779 osób, z których wyzdrowiało 3187, a zmarło 4592. Wśród dzieci (do lat 14) zmarło 606 chłopców i 481 dziewczynek, a spośród dorosłych (powyżej 14 roku życia) większa śmiertelność była wśród mężczyzn - 1996 ofiar, mniejsza wśród kobiet, których zmarło 1509.

Kolejne fale zachorowań miały miejsce w latach 1848-55. Wówczas w Stambule prawdopodobnie właśnie na cholerę umarł Adam Mickiewicz.

Dopiero w 1883 roku niemieckiemu lekarzowi Robertowi Kochowi udało się ustalić, że cholerę wywołuje bakteria zwana przecinkowcem, a także, jaką drogą zaraza jest przenoszona.