O czym Pan do mnie rozmawia?

Piotr Schutta, fot. Tymon Markowski 1 września 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:28




Rozmowa z profesorem ANDRZEJEM DYSZAKIEM, językoznawcą, badaczem gwar środowiskowych, rzeczoznawcą MEN do spraw podręczników i programów nauczania języka polskiego.

Dokąd zmierza współczesna polszczyzna?

Tak jak większość języków europejskich, polszczyzna podlega globalizacji. Podobnie jak cała kultura. Przede wszystkim chodzi o zapożyczanie słownictwa z języków angielskiego i amerykańskiego. Trudno byłoby znaleźć dzisiaj Polaka, który nie używa zwrotów typu sory czy okej. Bywa i tak, że jedne zapożyczenia wypierają drugie. Dawny image z języka francuskiego zastąpił dzisiaj image wymawiany po angielsku.

Niedawno zostałem przez znajomych zaproszony na event, a firma kolegi zmieniła target. Czy to nie jest zaśmiecanie języka polskiego?

Oczywiście, tak. To jest zbędny balast, ponieważ zastępujemy obcymi słowami wyrazy rodzime, zrozumiałe i obecne w języku polskim od zawsze. Te zapożyczenia nie zaszkodzą jednak językowi polskiemu w takim stopniu, że stanie się nagle językiem angielskim czy amerykańskim. Z jednej strony, gdybyśmy policzyli te zapożyczenia, okazałoby się, że nie ma ich tak wiele. Z drugiej jednak, charakteryzuje je duża ekspansywność. Przestajemy szukać rodzimych synonimów.

Słowa celebryta chyba kiedyś nie było.

Bo nie było celebrytów (śmiech).

I wszystko dookoła nie było takie zaje...ste.

No tak, to jest słowo często przez celebrytów nadużywane. Niestety, język polski literacki zaginął. Jest obecny jedynie w literaturze i to wcale nie tej współczesnej. Z definicji polszczyzna standardowa powinna być językiem literackim, wolnym od slangu, wulgaryzmów i potocyzmów, ale takiego języka dziś nie usłyszymy. Poza nielicznymi wyjątkami. Nie dziwmy się, że młodsze pokolenia mówią coraz „lepiej”.

Na przykład spoko i nara.

Tego typu wyrażenia wcale nie są zagrożeniem. Mają one zresztą uzasadnienie w regułach języka polskiego. Nara to typowa formacja słowotwórcza od „na razie”. Takie skrócenia w języku młodzieży były zawsze. W moich czasach szkolnych siostra to była siora. A dzisiaj jest sista od angielskiego sister. I to mi się akurat nie podoba.

A podoba się Panu rozkminianie?

Slang więzienny został odkodowany stosunkowo niedawno, wcześniej grypsera była hermetyczna. Na pewno przyczynił się do tego „Słownik tajemnych gwar przestępczych” dr. Klemensa Stępniaka, wydany w 1991 roku. Jego autor dobrowolnie znalazł się w więzieniu, by spisać język tego środowiska. Jest to chyba najbogatszy słownik slangowy.

Ale czy dobrze się Panu słucha rozmowy niekaranych, wykształconych Polaków, którzy rozkminiają nowy model telefonu komórkowego?

Nie widzę w tym niczego złego. To jest cecha ogólna języka: przenikanie się odmian. To normalne, że następuje przepływ słownictwa między polszczyzną potoczną a standardową. Potocyzacji nie zatrzymamy.

Tą kobietę czy tę kobietę?

Pierwsza z form jest już dopuszczalna w mowie. „Tę” zanika. Ludzi dbających o język to razi, ale większość ludzi nie dba o język. I nie chodzi tu tylko o wulgarność. Nasza mowa potoczna jest niechlujna. Brakuje w niej form wyszukanych. Wszystko jest dzisiaj zaje...ste, a nie fantastyczne, ekscytujące, wspaniałe czy piękne.

Jak mówią politycy?

Wystarczy wspomnieć, jak pani minister Anna Mucha chciała, by się do niej zwracano - pani ministro. Niestety, nie tylko politycy mówią w sposób straszny. Dotyczy to również dziennikarzy, zwłaszcza młodych, pracujących w komercyjnych rozgłośniach radiowych. Mówią czasem tak, jakby nie istniała odmiana wyrazów, a przecież język polski jest jednym z najbardziej fleksyjnych języków na świecie.

Co Pan odpowiada, kiedy dzwoni do Pana pracownik działu marketingu z banku i pyta: Czy rozmawiam z panem Andrzejem Dyszak?

Odpowiadam: „Nie”. Dodaję, że jeśli odmieni moje nazwisko, to porozmawiamy.

Gramatyka języka polskiego nie jest prosta.

Gdybyśmy czytali książki, to jednak trochę tej gramatyki byśmy się nauczyli, ale nie czytamy.

Ogląda Pan filmy z napisami, udostępniane w Internecie, tłumaczone przez internautów?

Tak i bardzo często przed obejrzeniem poprawiam listę dialogową. Zresztą w filmach kinowych też zdarzają się błędy.

Co to jest polari?

Jest to najstarszy slang gejowski, którego geneza sięga być może wieku siedemnastego.

Skąd zainteresowanie tym socjolektem?

Przy okazji dyskusji na temat związków partnerskich wyszło na jaw, jak bardzo nie rozumiemy języka środowiska gejów i w sposób rażący mylimy pojęcia, choćby używając zastępczo słów pedał i pedofil. Drugą przyczyną było moje zainteresowanie wszelkimi gwarowymi odmianami polszczyzny.

Z czym przeciętny użytkownik języka polskiego ma najwięcej kłopotów?

Najgorsza w mowie potocznej jest składnia, czyli to, w jaki sposób budujemy zdania. Niestety, nie potrafimy budować zdań, ponieważ nie radzimy sobie z odmianą wyrazów. Fleksja przeciętnego Polaka to dramat. Trudno uwierzyć, że ludzie jakoś się ze sobą porozumiewają. Wystarczy przejść się ulicą czy przejechać autobusem i posłuchać rozmów.

Nie brzmi to zbyt optymistycznie.

Język polski ubożeje. Żaden z językoznawców nie ma już dzisiaj złudzeń co do tego, że następuje zmiana jakości języka standardowego. Na gorsze, oczywiście. Po prostu przestaje on być językiem literackim. Kiedy rezygnujemy z rodzimej synonimiki na rzecz anglojęzycznych zapożyczeń; kiedy nie powstaje prawdziwa literatura; kiedy książki nie są czytane - wtedy nasz język staje się uboższy. Chociaż z drugiej strony ciekawe jest to, że język potoczny, bardziej nawet niż standardowy, obfituje we frazeologizmy, niezmiernie ubarwiające polszczyznę.

Kto używa języka standardowego?

Chyba trudno byłoby dzisiaj w pełni wykorzystywać w mowie język literacki. Mógłby on być dla wielu środowisk nienaturalny. Kiedyś literacką polszczyzną posługiwała się inteligencja. Tylko kto jest dzisiaj inteligentem? Dawniej taką miarą była matura. Dzisiaj nawet studenci drugiego roku polonistyki popełniają wstrząsające błędy ortograficzne i stylistyczne. Ale też nie dramatyzujmy. Wiele grup, które powinny szanować język, używa pięknej, starannej polszczyzny.

O czym świadczą te wszystkie zmiany w sferze języka?

O ogromnej zmianie w sferze kultury, a mówiąc konkretniej - o obniżeniu jej poziomu. Są, oczywiście, jednostki dbające o piękno mowy, ale w powszechnym użyciu język obniża loty. Kiedyś różnica pomiędzy mową inteligenta a robotnika była wyraźna. Dziś już nie, ponieważ wszystko się ze sobą miesza.Wszyscy mają taki sam dostęp do dóbr kultury, przebywają w tych samych miejscach. Wszystkim rządzi masowość. My, językoznawcy, nie mamy na to wpływu. Możemy jedynie wyjaśniać, że mówienie „wyłanczać” jest nielogiczne, bo przecież nikt nie mówi wyłancznik, tylko wyłącznik.

Jaki stosunek do języka polskiego mają elity władzy?

Językoznawcy z Rady Języka Polskiego próbowali w Ministerstwie Nauki poruszyć temat zapisu, zgodnie z którym wyżej punktowane są publikacje w języku angielskim. Chcieli wykazać, że wymaganie, by poloniści pisali po angielsku o języku polskim, jest absurdalne. Niestety, pani minister stwierdziła, że we współczesnym świecie ważniejszy jest język angielski.
Teczka osobowa

Semantyka, gwara i Alfa Romeo

Profesor Andrzej Dyszak (56 lat) jest pracownikiem naukowym UKW w Bydgoszczy, kierownikiem Zakładu Gramatyki Współczesnego Języka Polskiego i Centrum Nauczania Języka Polskiego dla Obcokrajowców. Zajmuje się semantyką, składnią i morfologią współczesnej polszczyzny, kształceniem językowym w szkole oraz gwarą miejską Bydgoszczy i gwarami środowiskowymi, tzw. socjolektami.

Opublikował m.in: „Orzeczenia syntetyczne, wyrażające cierpienia fizyczne we współczesnym języku polskim”, „Językowe wyrażenia zjawisk emisji światła”, „Mały słownik rzeczowników osobliwych”, „Mały słownik czasowników osobliwych” oraz mały słownik gwary bydgoskiej pt. „Jak mówili bydgoszczanie”.

Lubi podróże, balet, literaturę piekną i markę Alfa Romeo.