Chełmno odkrywa swe tajemnice

Tekst: Szymon Spandowski, zdjęcia: Jacek Smarz 23 czerwca 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:31

Dwa największe miasta województwa walczą o pierwszeństwo w regionie. Słowo „stolica” jest przy tej okazji odmieniane przez wszystkie przypadki. Tymczasem w cieniu tej rywalizacji trwa wielki remont Chełmna, niedoszłej stolicy wielkiego europejskiego mocarstwa.


Kto wpadł na pomysł, żeby jakieś widoki zapierające dech, nazywać cudami nie z tej ziemi? Patrząc na panoramę Chełmna, szczególnie od strony Unisławia, właśnie takie określenie przychodzi do głowy jako pierwsze. Ceglana czerwień wyłaniająca się nagle z roślinnej zieleni, zawieszona pod błękitem nieba. Średniowieczne mury obronne, wielkie bryły gotyckich kościołów, dodatkowo wyniesione ponad równinne okolice dzięki wzgórzom, na których całe miasto niezwykle malowniczo się rozlewa. Po prostu widok nie z tej ziemi. Tak się mówi, ale to bzdura, bo przecież chełmińskie budowle zapuszczają w tej ziemi korzenie już od niemal 800 lat.

W rozkopanym mieście, które właśnie przeżywa kolejny etap wielkiego remontu, część tych korzeni wychodzi na wierzch w bardzo różnej postaci. Ogromnym sezamem pełnym odkrywanych skarbów jest oczywiście fara. W jej wnętrzach pojawiły się rusztowania, zniknęła natomiast wymieniana posadzka. Trudno tu się dziś zdecydować, czemu najpierw poświęcić uwagę. Malowidłom, przy których pracują konserwatorzy? Te bardzo rzucają się w oczy, szczególnie komuś, kto pamięta malowidła sprzed remontu.

Kiedyś ścianę jednej z bocznych naw ozdabiała wyblakła i ledwie widoczna plama, będąca gotyckim wizerunkiem świętego Krzysztofa, przykryta częściowo również zatartą barokową wizją Boga. Dziś oba freski są doskonale widoczne, mają zresztą kolorowe towarzystwo odnowionych malunków, jakich wcześniej z daleka w ogóle nie było widać. Pięknie to wygląda, jednak jeszcze większe wrażenie robi to, co w farze widać dziś pod stopami. Piasek - to w wielkich kościołach widok dość niezwykły. A co widać w tym piasku? Po zdemontowaniu sfatygowanych posadzek pojawiły się płyty nagrobne oraz wejścia do krypt.

Klątwy, mikroby i rabusie

- Panuje tam wielki nieład, pozostawiony, m.in., przez dawnych rabusiów. W jednej z krypt znaleźliśmy nawet lampę porzuconą zapewne przez takich „poszukiwaczy” jeszcze przed wojną - mówi o mieście umarłych ksiądz Zbigniew Walkowiak, gospodarz największej chełmińskiej świątyni. - Udało się ją zresztą zapalić.

Dziś takie relacje z podziemi rozpalają wyobraźnię, tym bardziej że zamknięte od dziesięcioleci krypty badać mogą wyłącznie odpowiednio przygotowani specjaliści. Zwykły śmiertelnik wizytę w niewietrzonych od dziesięcioleci, pełnych kości pomieszczeniach przypłacić może chorobą, czy też - jak kto woli - klątwą, często dawniej dotykającą archeologów nieświadomych istnienia zgubnych mikrobów, rozwijających się w starych grobowcach. Nie chcemy kusić licha, więc zamiast do katakumb, w poszukiwaniu informacji o nich zaglądamy do książki, a konkretnie do rozdziału „U nieboszczyków”, pochodzącego z poświęconej farze monografii napisanej w 1933 roku przez Jana Nierzwickiego. Autor wspomina świadka, który zszedł do podziemi podczas remontu kościoła w 1928 roku i poza trumnami znalazł tam „ogromną ilość luźnych kości, których on liczy na cztery wagony”.

Kości niech sobie leżą tam, gdzie zostały rzucone, na powierzchni również ciekawych odkryć nie brakuje. Spod posadzki w nawie głównej wyjrzały na przykład dwie postacie wyrzeźbione w nagrobnym kamieniu. Renesansowa płyta jest imponująca, choć, niestety, mocno sfatygowana.

„Napis na tej płycie dawno już starty i nie można się wskutek tego dowiedzieć, kto tam spoczywa - pisze o płycie Nierzwicki. - W roku 1855 udało się tam odcyfrować już tylko „Bittet Gott und Gertrud”. Z tego można by wnosić, że jest to grobowiec jakiejś niemieckiej rodziny kupieckiej”.

Jest spora szansa, że znalezisko zostanie wyeksponowane. Wielkim tego orędownikiem okazał się w każdym razie marszałek województwa Piotr Całbecki, który stara się w związku z tym o dodatkowe wsparcie finansowe dla fary. Kto wie, może w przyszłości uda się dzięki temu przygotować i otworzyć dla turystów także krypty fary?

Kościół, który w planach miał być katedrą, w Chełmnie, budowanym po to, aby stać się stolicą państwa krzyżackiego, jest dziś jednym z najważniejszych magnesów turystycznych miasta. Im jednak jego moc przyciągania będzie silniejsza, tym lepiej. A kryje on całą masę ciekawostek, o których szeregowy turysta zaglądający tu, by pokłonić się relikwiom świętego Walentego, na ogół nie ma pojęcia. Ba, zainteresować tym można ludzi z daleka - dawni mieszkańcy Królewca bądź obecni Kaliningradu, zobaczą przecież w chełmińskiej farze model, który posłużył za wzór przy budowie katedry w mieście nad Pregołą.

Ślady po Szkotach

Przybysze z Zachodu również znajdą tu coś dla siebie. Podczas obecnego remontu zostały odkryte grobowce Szkotów. Od kilku lat Polacy kolonizują krainę dudziarzy, tymczasem trzysta lat temu to Rzeczpospolita była miejscem, do którego migrowali mieszkańcy północnej części Wysp Brytyjskich. Jedni przybywali tu jako najemni żołnierze, inni uciekali przed prześladowaniami religijnymi w ojczyźnie. Co ciekawe, na polskie ziemie trafiali zarówno protestanci, na których dybali katolicy, jak i katolicy prześladowani przez protestantów.

Chełmno, jako miasto bardzo katolickie, stało się domem m.in. dla trzech rodzin, których nazwiska szybko trafiły do pocztu największych magistrackich dostojników. Forbesowie przybyli tu spod Aberdeen, podobnie jak spokrewnieni z nimi Smithowie. Trzecią familią obecną w mieście od końca XVII stulecia byli Czaterowie. Byli? A może jeszcze są? Bo o ile dwa pierwsze nazwiska można dziś spotkać w starych dokumentach bądź na zdobiących ścianę fary epitafiach, o tyle nazwisko Czaster (zaskakująco podobne, prawda?) widnieje np. w książce telefonicznej.

- Ten etap prac mamy nadzieję zakończyć jesienią - dodaje ksiądz Zbigniew Walkowiak. - Przed nami m.in. renowacja elementów wyposażenia, no i głównego ołtarza - tu również bardzo liczymy na obiecaną pomoc pana marszałka.

Chełmno Warszawie

Kolejny krok remontowy skierowany będzie także w stronę kościoła podominikańskiego, który, choć gabarytami ustępuje farze, śmiało może z nią konkurować zaletami swej architektury. Wspominaliśmy już o tym, że główna miejska świątynia posłużyła za wzór dla katedry w Królewcu, czas zatem na kolejny stołeczny związek. Czy fasada dawnego chełmińskiego kościoła dominikanów nie budzi skojarzeń z warszawską archikatedrą? Budzi i słusznie. O tym, że to chełmińska świątynia była w tym przypadku źródłem natchnienia, w ogóle nie ma sensu wspominać.

Życiodajną siłę renowacji daje Chełmnu niemal 30 milionów złotych, tyle bowiem wart jest cały projekt, wsparty pięcioma milionami euro ze środków unijnych. Dzięki temu blasku nabiera chełmiński klasztor, zniknęła także połowa nawierzchni rynku. Podczas prac w sercu miasto dokonano zresztą kolejnego niezwykłego odkrycia.

- Podczas kopania studni dla fontanny, która będzie jedną z atrakcji odnowionego rynku, trafiliśmy na szczątki żołnierzy radzieckich - opowiada Mariusz Kędzierski, burmistrz Chełmna. - W 1945 roku Rosjanie pochowali swoich zabitych w centralnym punkcie miasta, później zwłoki zostały stamtąd przeniesione pod pomnik, ale najwyraźniej ekshumacja nie była dokładna.

Wygląda na to, że w mieście o tak bogatej historii nawet ziemia ma do niej szacunek, szczątki kilkunastu żołnierzy przetrwały pod płytą rynku w dość dobrym stanie, ich ponowny pogrzeb, już na cmentarzu przy alei 3 Maja, planowany jest na lipiec.

Przebudowa rynku będzie trwała do 2014 roku, przy okazji swoje oblicze zmieni również Grudziądzka, prowadząca doń główna ulica chełmińskiej starówki. Stolica ziemi chełmińskiej słynie z gotyckich kościołów, bardzo cenne są również otaczające ją średniowieczne mury obronne. One także zostaną obronione przed destrukcją, wielki program renowacji miejskich zabytków zakłada remont czterech ich fragmentów. Później przyjdzie czas na wielką iluminację, poza wyremontowanymi odcinkami murów, oświetlone zostaną także fara i ratusz, zresztą jeden z najpiękniejszych i najcenniejszych w kraju.

Takich rzeczy „naj” Chełmno ma bardzo dużo. Poza tym Krzyżacy zakładali je jako przyszłą stolicę swojego państwa, starali się tu także ulokować jeden z najstarszych uniwersytetów na obecnych ziemiach polskich. Rezydencją wielkich mistrzów ostatecznie został Malbork, po słynnej Akademii Chełmińskiej zostało wspomnienie, również zresztą niezwykle ciekawe, uczelnia przez lata związana była z Uniwersytetem Jagiellońskim, dzięki temu jednym z jej rektorów był np. Grzegorz Gerwazy Gorczycki, jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów barokowych.

Tak, Chełmno ma wiele powodów, by często sięgać po przedrostek „naj”. Niestety, również wtedy, gdy mówi się o najbardziej na świecie niedocenionym cudzie Polski. 30 milionów wydanych na renowację miasta zmieni jego wygląd, oby również zapełniło jego uliczki turystami, bo tych jakoś brakuje. A przecież jest to miasto niezwykłe, wyjątkowe. Cud nie z tej ziemi!
Warto wiedzieć

Przywracają Chełmnu blask

Wielki remont Chełmna prowadzą wspólnie: gmina - mury obronne, przywrócenie historycznego charakteru nawierzchni rynku i ulicy Grudziądzkiej, remont biblioteki oraz iluminacja; powiat - renowacja budynku Zespołu Szkół nr 1; parafia p.w. Wniebowzięcia NMP - m.in. prace w farze, kościołach: podominikańskim, pofranciszkańskim; Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a’Paulo - prace konserwacyjno-remontowe kościoła oraz budynków klasztornych.

Miasto doczeka się również systemu monitoringu. Ostatni etap prac ma być zakończony w 2014 roku.