Niebezpieczne zabawy z pacjentem

Piotr Schutta 9 czerwca 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:31

Oto prototyp nowej gry planszowej „Kolejka do lekarza specjalisty”. Cel: wizyta w poradni lub wykonanie operacji. Instrukcja: ministerstwo zdrowia. Liczba graczy: nieograniczona. Czas rozgrywki: od kilku miesięcy do kilku lat.


Korzystanie z dobrodziejstw publicznej opieki zdrowotnej w naszym kraju wymaga żelaznego zdrowia i szczególnych przymiotów, takich jak cierpliwość, spostrzegawczość, zimna krew, pokora.

Ta ostatnia cecha zdaje się górować nad pozostałymi, bowiem przestrzeń, w której porusza się chory człowiek w Polsce, jest jak gra ze zmieniającymi się bez końca zasadami. Gracz, któremu wydaje się, że doskonale opanował reguły, szybko i boleśnie doświadcza swojej marności, zderzając się raz za razem z nowym pomysłem ministerstwa zdrowia: nowe zasady refundacji leków, zmiana kompetencji lekarza rodzinnego, obowiązek przedstawiania zaświadczeń o chorobie przewlekłej, itp., itd.

Do tego grę urozmaicają takie smaczki jak: spóźniający się lekarz, przemęczony lekarz, opryskliwy lekarz. Te same warianty sytuacyjne mogą dotyczyć też osób grających z nami po drugiej stronie okienka w rejestracji: nerwowa rejestratorka, niemiła rejestratorka, itp.

Pilne i stabilne

Na początek każdy grający powinien poznać podstawowe pojęcia używane w grze. Będzie mu łatwiej zrozumieć, dlaczego tak często przegrywa.

Otóż są w Polsce - jak podpowiada NFZ - dwa rodzaje kolejek do lekarza specjalisty: pilne i stabilne.

Te pierwsze mają krótki żywot, bo dotyczą graczy poważnie chorych, którzy potrzebują szybkiego spotkania z fachowcem. Dwa miesiące, góra cztery - to wszystko, na co stać kolejkę pilną.

Z tymi stabilnymi sprawa nie jest już taka łatwa, zwłaszcza jeśli pacjent jest nowicjuszem w kolejkowej dziedzinie i melduje się na starcie jako tak zwany „pierwszorazowy”.

Przykład rozgrywki. Czas: czerwiec 2012 r. Miejsce: Miejska Przychodnia Specjalistyczna w Toruniu.

Gracz: - Chciałbym się zarejestrować do gastrologa.

Pani w rejestracji: - Pierwszy raz?

- Tak.

- Nie ma zapisów. Jest lista oczekujących.

- ?

- Mogę pana wpisać na marzec przyszłego roku.

- A gdyby to była moja kolejna wizyta?

- Wtedy zapiszę na drugą połowę roku.

Pan Maciej z Torunia odprowadza co miesiąc 254 zł na ubezpieczenie zdrowotne. Dotąd leczył się prywatnie, ale teraz - jak mówi - postanowił odebrać swój wkład.

- Żałośnie wypadł mój debiut. Gdybym był poważnie chory, jak moja koleżanka, która ma chłoniaka, to chyba bym tego nie przeżył - narzeka meżczyzna, choć i tak miał szczęście. Czekał w kolejce tylko 2 tygodnie. - A ja myślałem, że będę czekał 2 dni - nie rozumie zasad gry.

Ułatwienie z utrudnieniem

Kujawsko-pomorski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia wymyślił „ułatwienie”, przez co gra staje się bardziej emocjonująca. Nazywa się to „kolejki oczekujących” i ma formę wyszukiwarki (można ją znaleźć na stronie internetowej funduszu).

W pasku „świadczenie” wpisujemy np. gastrolog, w miejscu „świadczeniodawca” - Miejska Przychodnia Specjalistyczna, miejscowość: Toruń. Wyskakuje średni czas oczekiwania: 126 dni. Czyli około czterech miesięcy, a nie dziewięć, jak się okazało w rzeczywistości. Błędne rekordy pojawiają się zresztą przy każdej próbie sprawdzenia. Alergolog dziecięcy w Toruniu - na stronie NFZ zerowy czas oczekiwania, w praktyce - pierwsza wizyta w październiku. Kardiologia dziecięca w toruńskim Citomedzie - w teorii zerowy czas oczekiwania.

W prawdziwym życiu:

- Mogę zapisać do kolejki oczekujących. Jak długo będę czekał?

- Około roku.

- I co wtedy?

- Za rok proszę zadzwonić.

- Dlaczego jest taka kolejka?

- Szczerze powiem. Nie wiem.

Kardiologia w Bydgoszczy, Szpital Uniwersytecki nr 1 - nie rejestrują na ten rok. W Szpitalu Miejskim natomiast radzą, by zadzwonić po 28 czerwca, bo wtedy ruszy rejestracja na lipiec i sierpień. A miało być 10 dni oczekiwania.

Próbujemy rozwiązać problem „telefonem do eksperta”. Dzwonimy do Jana Raszei, rzecznika NFZ na region kujawsko-pomorski:

- To świadczeniodawcy mają obowiązek uzupełniania informacji o kolejkach oczekujących. Powinni to aktualizować co miesiąc. Tak wynika z zawartych przez nich kontraktów z NFZ - wyjaśnia rzecznik.

Rozgrywka „stomatolog”

Mimo wszystko wyszukiwarka jest polecana przez pracowników funduszu jako sposób na rozładowanie kolejkowych zatorów. Korzysta z niej również sekcja informacji, działająca w ramach NFZ, do której mają dzwonić pacjenci.

- Każdy ma prawo wyboru spośród wszystkich specjalistów i oddziałów szpitalnych, działających w oparciu o umowę z NFZ. Wystarczy zadzwonić do naszej informacji. Panie podpowiedzą, gdzie są najkrótsze kolejki - mówi Barbara Nawrocka z sekcji skarg.

Zamiast skorzystać z usług pań z informacji, sami uruchamiamy wyszukiwarkę, rozpoczynając rozgrywkę „stomatolog”. Dzwonimy do jednego z toruńskich gabinetów prywatnych, który ma umowę z NFZ. Z informacji zamieszczonej na stronie funduszu wynika, że zostaniemy przyjęci bez kolejki. Czas oczekiwania: 0. Gramy.

- Na kiedy może mnie pani zarejestrować?

- Prywatnie czy z funduszu? Z NFZ na ten rok nie rejestrujemy. Pierwszego czerwca była rejestracja. Proszę szukać gdzie indziej.

Po kilku turach, w których zdecydowanie przegrywamy, udaje nam się w końcu znaleźć gabinet przy ulicy Fordońskiej w Bydgoszczy, gdzie każą nam zadzwonić za jakiś czas (na razie nie ma zapisów). Może uda nam się zarejestrować na sierpień lub wrzesień. Nadzieja jednak szybko ulatuje, razem z karteczką, która gdzieś się zapodziała w stercie innych podobnych karteczek z odległymi terminami. Endokrynolog: zadzwonić za miesiąc. Kardiolog: pytać pod koniec miesiąca. Alergolog: „Telefonować w piątek, bo w środę siądziemy z panią doktor i będziemy uzgadniać terminy na drugą połowę września”.

Każdy gracz prędzej czy później zderzy się z terminem „limity”.

Przykładowy wariant rozgrywki z „limitami”:

- Poradnia kardiologiczna szpitala dziecięcego?

- Tak, słucham.

- Na kiedy mogę zarejestrować dziecko?

- Pacjent pierwszorazowy?

- Tak.

- To na maj przyszłego roku.

- Jak to?! NFZ podaje, że czas oczekiwania to cztery miesiące.

- No tak, ale ucięli nam limity i z dnia na dzień musieliśmy rozpisać 600 pacjentów. Jak pan się pospieszy, to może pan się załapie na grudzień, ale w Juraszu, bo chyba jeszcze rejestrują.

Każdy gra inaczej. Jedni preferują styl agresywny i na niespodziewane zawiłości gry oraz zwroty akcji reagują popularną wśród grających odzywką: „O ja pier...” Ale są też gracze cierpliwi, którzy stosując technikę mieszaną - szczypta nerwów, szczypta pokory - umieją wybrnąć nawet z beznadziejnej sytuacji.

Przykład rozgrywki beznadziejnej, zakończonej połowicznym zwycięstwem, podpatrzonej w toruńskiej poradni.

- Chciałam męża zarejestrować do pani doktor... (tu pada nazwisko).

- Pani doktor ma już pacjentów rozpisanych do końca grudnia.

- Ale mąż jest po operacji. Prowadzi go właśnie ten lekarz.

- Tłumaczę pani, że u pani doktor nie ma miejsc. Przyjmuje raz w miesiącu po dziesięciu pacjentów.

- A innego lekarza nie ma?

- Nie ma.

- To co ja mam zrobić? - pyta kobieta tonem wyrażającym rozpacz.

Tu następuje kumulacja napięcia, panie z rejestracji zaczynają coś uzgadniać, gdzieś dzwonić, wertują grubą księgę. Okazuje się, że można pacjenta wcisnąć innemu lekarzowi, ale na grudzień. I to dobre. Udało się wyżebrać. Starsza kobieta odchodzi od okienka z miną osoby przegranej, ale niepokonanej.

Gra zaczyna nam się wymykać spod kontroli, gdy napotykamy w wyszukiwarce terminy operacji endoprotezoplastyki stawu biodrowego. Bydgoszcz - od 150 do 880 dni oczekiwania. Toruń - od 157 do 1244 dni. Całkiem przypadkowo natrafiamy na oddział kardiologiczny Szpitala Miejskiego w Bydgoszczy - oczekiwanie na przyjęcie: 528 dni.

To jest wzięte z sufitu

- Dlaczego tak długo czeka się u państwa na łóżko?

- Wcale się nie czeka. Kolejka dotyczy jedynie planowanych zabiegów koronarografii. Mamy terminy na lipiec i sierpień - wyjaśnia zaskoczony doktor Marian Krzyżanowski. - Nie wiem skąd fundusz wziął te dane. Proszę zobaczyć, kiedy to było aktualizowane (w marcu - dop. red.). Z sufitu to jest wzięte.

- Ta wyszukiwarka to jest bajer. Trzeba by mieć nie wiadomo jak wielką przychodnię i zatrudniać do tego masę ludzi, żeby to na bieżąco uzupełniali - rozszyfrowuje jedną z zagadek gry Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Jego zdaniem, grę dałoby się uprościć, ale pod warunkiem wprowadzenia kilku zmian do instrukcji. Pierwsza to limity, a druga to ograniczone kompetencje lekarza rodzinnego. Lekarz pierwszego kontaktu nie może dzisiaj zlecić wielu szczegółowych badań diagnostycznych (tzw. kosztochłonnych). Musi skierować pacjenta do specjalisty, który orzeknie, czy określona procedura diagnostyczna jest konieczna, czy też nie.

- Z drugiej strony jest i tak, że lekarz pierwszego kontaktu mógłby wiele rzeczy przeprowadzić we własnym zakresie, ale wypisuje skierowanie do specjalisty pod wpływem nalegań pacjenta albo dlatego, że nie chce wyjść na tego, który utrudnia choremu leczenie - dodaje Krzysztof Bukiel.

Są w grze zagrywki specjalne, z których jednak, jak potwierdzają autorzy instrukcji, gracze korzystają rzadko. Te ruchy wyjątkowe to, m.in., prawo do pisania skarg i odwołań. Doświadczeni gracze unikają tego typu akcji, bowiem wiedzą, że nie ma z nich pożytku, są za to punkty karne w postaci rozstrojonych nerwów.

- Zarejestrowałam męża w styczniu na termin majowy. Kilka dni przed wizytą u lekarza zadzwoniłam do poradni, by załatwić transport dla chorego. Przypadkiem dowiedziałam się, że wizyta zaplanowana na 7 maja nie dojdzie do skutku - mówi Teresa Brodecka z Bydgoszczy, która złożyła w imieniu męża skargę w NFZ. Najbardziej oburzyło ją to, że nikt jej nie uprzedził o zmianie terminu. Skargę uznano za... bezzasadną.
Fakty - Ochrona zdrowia w Polsce na końcu Europy

Europejski Konsumencki Indeks Zdrowia (EHCI) opublikował niedawno raport, oceniający sytuację polskiej opieki zdrowotnej. Porównano w nim 34 publiczne systemy zdrowia w Europie, opierając się, m.in., na opiniach pacjentów. Polska zajęła odległą 27. pozycję.

Z raportu wynika, m.in., że bardzo niski jest w naszym kraju procent leków refundowanych. Źle wypadła także dostępność do nowych leków i możliwość obejmowania ich refundacją. Najgorzej jest z lekami przeciw chorobie Alzheimera i środ- kami stosowanymi w leczeniu schizofrenii.

Negatywnie została oceniona również dostępność do leczenia w Polsce. Autorzy opracowania krytykują długie okresy oczekiwania na operacje chirurgiczne, terapię onkologiczną i diagnostykę z użyciem tomografii komputerowej. Nisko przy tym oceniono wyniki leczenia w onkologii, zauwa- żając mały odsetek przeżywalności pacjentów z wykrytym nowotworem. Na cenzurowanym znalazła się także profilaktyka nowotworów piersi - stwierdzono, że bierze w niej udział zbyt niski procent kobiet.

Najwyżej ocenionym krajem Europy, pod względem poziomu usług i dostępności publicznej służby zdrowia, jest Holandia. Na kolejnych pozycjach znalazły się Dania, Islandia, Luksemburg i Belgia. Zdaniem twórców rankingu, wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej na wyróżnienie zasługują Chorwacja i Litwa.

Fakty - Pacjent nie zna swoich praw

Narodowy Fundusz Zdrowia co prawda nie prowadzi oficjalnych statystyk, dotyczących czasu oczekiwania na wizytę u specjalisty czy na operację, ale wśród specjalności, którym przypisuje się najdłuższe kolejki, wymienia się jednak kardiologię i endokrynologię oraz zabiegi z endoprotezoplastyki stawu biodrowego i tzw. zabiegi w zakresie soczewki (chodzi o operację usunięcia zaćmy). Pacjenci dodają, że długo czeka się także do alergologa, okulisty i gastrologa.

W 2012 roku NFZ przeznaczy na lekarzy specjalistów 5 mld złotych, czyli o 650 mln zł więcej niż w roku ubiegłym. W województwie kujawsko-pomorskim jest to kwota 270 mln zł.

Z badań Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej wynika, że 42 procent Polaków nie wie o istnieniu praw pacjenta. A tylko 38 proc. spośród tych, którzy o prawach słyszeli (19 proc. badanych), potrafi niektóre z nich wymienić.



Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 03-12-2014 20:31

    Brak ocen 0 0

    - pacjent: Potrzebna jest pilne opodatkowanie lekarzy wtedy nie będą udawać, że mają dużo pacjentów.Owszem maja zapewne fikcyjne rejestracje bądź Panie w rejestracji, które nadal nie odbierają telefonów od pacjentów - pacjent nie może odwołać swej wizyty i na tym cierpi inny pacjent.. Ostatnio to przerobiłam Jak trudno się dostać do Przychodni celem dalszej kontroli czy leczenia jest po Oddziale Ratunkowym gdyż prawdopodobnie "lekarz , który udzieli pomocy np. przy urazach ma tego pacjenta do końca prowadzić i leczyć - dla mnie o ile tak jest to jest chore to jest spychanka jednego lekarza na drugiego bo lekarze pracują bez podatków na kilka etatów a My pacjenci cierpimy bo jesteśmy jako osoby niechciane a lekarze tak układają sobie prace , że tam gdzie są na etacie to kilku pacjentów przyjmują i biegną na inne praktyki prywatne, czy są biegłymi sądowymi itd.ważne , że leci kasa a zgon pacjentów w ostatnich latach powinien nas wszystkich poruszyć nawet w latach 60-tych tyle nie było. Niech Pan Minister Zdrowia bierze się za zmianę przepisów wtedy Przychodnie będą normalnie funkcjonować i pacjent nie będzie wrogiem lekarza jak jest teraz.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz