Zabójczy czynnik w Metronie

Grażyna Ostropolska 9 czerwca 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:31

Wziął udział w ogólnopolskim kongresie „Niepokonani 2012”, zorganizowanym przez przedsiębiorców, skrzywdzonych przez instytucje państwowe. Kto Leszka Pilarskiego, prezesa Fabryki Zintegrowanych Systemów Opomiarowania i Rozliczeń tak skrzywdził?


- Metron, firmę, która w 2000 roku zatrudniała 1000 ludzi i zaopatrywała w wodomierze 70 procent polskich odbiorców, zniszczyli urzędnicy Ministerstwa Skarbu Państwa - taką tezę stawia Leszek Pilarski. I tak ją rozwija: - Winni być za to ukarani, a że władza nie lubi karać sama siebie, to mnie wytypowano na kozła ofiarnego. Od 10 lat trwa miękkie załatwianie Metronu. Podkłada się nam nogę i czeka na agonię. To...

robota w białych rękawiczkach,

bo minister ani jego zastępca sami nie podejmują decyzji, by sobie rąk nie pobrudzić, tylko powołują „komitet”, który ustala coś, za co nikt personalnie nie odpowiada - uważa prezes.

Lech Pilarski to postać kontrowersyjna. Zarzucano mu, że prywatyzacja państwowej firmy była w jego interesie, bo on i jego żona zgromadzili najwięcej udziałów w powołanej 12 lat temu pracowniczej spółce Metron FISOiR oraz założonej w 2006 roku handlowej firmie Capital Inwestment, do której wspólnicy wnieśli aportem swoje udziały w spółce pracowniczej Metron.

- To był czarny pijar. Kolportowano informacje, że posiadam 50 proc. udziałów w Metronie, a ja miałem tam około 5 proc. i 9 proc. w drugiej spółce - twierdzi Pilarski. W grudniu 2010 roku Prokuratura Okręgowa w Toruniu oskarżyła prezesa Metronu o wyłudzenie państwowego majątku. Zarzut tak sprecyzowano: „Wyzyskując błędne przekonanie przedstawicieli skarbu państwa o prawidłowości przyjętej procedury prywatyzacji bezpośredniej, polegającej na oddaniu w leasing mienia przedsiębiorstwa państwowego pracowniczej spółce oraz wprowadzając ich w błąd co do faktycznej wartości majątku, zatajając fakty i wytwarzając błędne wyobrażenia o możliwościach, doprowadził osoby, występujące w imieniu skarbu państwa do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wartości nie mniejszej niż 37.632.507 zł”.

Sąd uznał, że skarb państwa miał dokumenty, widział, co oddaje w leasing i Pilarskiego od tego zarzutu uniewinnił. Teraz rozpatruje kolejne. O wyrok w sprawie nielegalnego posiadania broni palnej Pilarski się nie martwi. - To był podarowany mi przez przyjaciół, skorodowany pistolet z powstania warszawskiego, który wisiał na ścianie - wyjaśnia. Zarzut sprzedaży 5 mieszkań w Petersburgu za 256 tys. dolarów „bez zgody i na szkodę skarbu państwa” też uważa za nietrafiony: - To były cudem odzyskane pieniądze. Mieliśmy w latach 1996-1997 spółkę z komunalnym przedsiębiorstwem rosyjskim. Wyposażało ono okręg petersburski w wodomierze z Metronu. Niestety, przyszedł w Rosji kryzys, przedsiębiorstwo upadło, a syndyk nie chciał uznać umowy, która należne nam od bankruta wierzytelności konwertowała na udziały w 5 mieszkaniach spółdzielczych. Toczyliśmy o nie bój w rosyjskim sądzie przez 7 lat i gdy wygraliśmy, sprzedaliśmy lokale. Za tyle, ile były warte - zapewnia.

Prokuratura zamierza bronić swoich zarzutów. Proces trwa.

„Popełniłeś „killing factor”,

błąd uważany za śmiertelny - takie słowa miał usłyszeć Leszek Pilarski, prezes Metronu, od kolegów z branży. W myśl sądowych wyroków i ministerialnych decyzji, zakład, którym kieruje, nie powinien od 5 lat istnieć. Tymczasem Metron zatrudnia 150 pracowników i wciąż produkuje cieszące się dobrą marką wodomierze, ciepłomierze i programatory.

- Czy firma przetrwa? Będzie serwis wodomierzy? - pytają klienci z Bydgoszczy, Włocławka i Grudziądza, którzy te urządzenia montują.

- Przetrwa, nawet wbrew woli urzędników z MSP, którzy nie wiedzą, co z Metronem zrobić. I wbrew zakusom deweloperów na 7,5 ha metronowskiej ziemi w centrum Torunia - uspokaja Pilarski, choć komornicy ściągają z kasy spółki, ile się da. Prezes twierdzi, że „killing factor” (zabójczy czynnik) dopadł go 12 lat temu.

- Naiwnie założyłem, że przekształcenie państwowej firmy w pracowniczą spółkę, kontynuującą działalność Metronu i zapewniającą załodze pracę, będzie przyjazną prywatyzacją - mówi. Nie przerażało go, że w umowie prywatyzacyjnej zapisano gwarancje zatrudnienia dla załogi oraz konieczność wydatkowania 27 mln zł na inwestycje w ciągu 5 lat. Do tego dochodziły raty za leasingowany od skarbu państwa (na 10 lat) majątek i spłata 16 mln zł kredytów, zaciągniętych przez państwowy Metron. - Fakt, że zaopatrywaliśmy w nasze wodomierze 70 proc. polskiego rynku, dawał nadzieję, że sobie poradzimy. I tak by było, gdyby rok później ministerstwo finansów nie podniosło opłaty legalizacyjnej wodomierza z 3,2 na 9 zł. Gdy kogoś chce się położyć, to mu się nogę podkłada i tak było w naszym przypadku - sugeruje Pilarski. Aby skompensować tę podwyżkę, powinien zwolnić połowę załogi. Nie zwolnił i Metron zaczął tonąć.

Zadziałała zasada domina

- Pierwszy kamyczek wyjął nam Bank Handlowy, żądając dodatkowych zabezpieczeń lub spłaty kredytu, za nim ruszyły kolejne banki - tak Pilarski wspomina wybudzenie ze snów o potędze. „Pomóżcie”- apelował do urzędników MSP, licząc, że pozwolą zrobić zastaw na powierzonym spółce majątku, ale odzewu: „Pomożemy” nie było. - Wręcz przeciwnie. Radczyni ministra, Elżbieta Boniuszko, przekonywała, że nasza prywatyzacja jest zła i powinniśmy szukać inwestora w branży elektrotechnicznej. Brakowało tylko, by wskazała go z nazwy - tak Pilarski zapamiętał rozmowę w MSP. I tu pojawia się spiskowa teoria, jakoby na Metron ostrzył sobie zęby Apator, a ktoś z wysoka próbował mu pomóc.

- Apator przejął przecież trzy inne spółki z naszej branży: Fap Pafal, Powogaz i Metrix, które po wzroście opłaty legislacyjnej popadły w kłopoty - przypomina prezes i dorzuca ciekawostkę: - Później się dowiedziałem, że autorem podwyżek legislacyjnych był dyrektor departamentu finansów gospodarki narodowej, Zbigniew Boniuszko. Przypadek?

W 2003 r. długi Metronu sięgają 41 milionów zł, więc zarząd występuje do Sądu Rejonowego w Toruniu o otwarcie postępowania układowego. Pierwsze posiedzenie wierzycieli odbywa się w... 2006 roku. Biorą w nim udział 183 osoby. 177 jest za układem, 6 jest przeciwnych. Do układu nie dochodzi, bo skarb państwa wlicza do zobowiązań swoje należności leasingowe aż do 2010 roku i prezentując 57 procent wierzytelności, głosuje na nie. To płoszy potencjalnych inwestorów, a zarząd Metronu wnosi o upadłość. I tu zaczyna się

historia, która zatacza koło.

- W 2007 r. zapadają dwie decyzje, które winny położyć Metron na łopatki, ale nie kładą i to niektórych niecierpliwi - twierdzi Pilarski.

W marcu 2007 r. MSP wypowiada spółce Metron umowę leasingową i żąda wydania majątku.

„Nasze działania wobec Metronu ograniczają się do doprowadzenia do zwrotu bezprawnie przetrzymywanego przez tę spółkę majątku skarbu państwa oraz czynności sądowych i egzekucyjnych” - brzmi odpowiedź MSP na interpelację posła Girzyńskiego. W 2007 r. Sąd Gospodarczy odrzuca wniosek zarządu Metronu o upadłość.

- Skład sędziowski, na czele którego stał sędzia Mariusz Trela, uznał wtedy, że majątek spółki nie pokryje nawet kosztów postępowania upadłościowego - Pilarski przywołuje wyrok sprzed 5 lat i oświadcza, że świat się zmienia, bo teraz Mariusz Trela jest adwokatem i w imieniu wierzycieli Metronu wytacza Pilarskiemu procesy. - Żąda natychmiastowej spłaty zasądzonych jego klientom pieniędzy, a kiedy zarząd spółki, wiedząc, że prawo zabrania wybiórczego zaspokajania wierzycieli, odmawia, składa wniosek o zakazanie nam prowadzenia działalności na 10 lat. Gdy to zawodzi, mecenas Trela wnioskuje w imieniu swoich klientów o upadłość Metronu, nie bacząc na to, że jako sędzia taki wniosek 5 lat temu rozpatrywał - wytyka Pilarski.

Głośno jest o tym w toruńskim sądzie, bo od rozstrzygania spraw, w których jako pełnomocnik jednej ze stron występuje adwokat Trela, odżegnują się jego koledzy - sędziowie wydziału gospodarczego SR i SO w Toruniu. Składają oświadczenia, że pomiędzy nimi a Mariuszem Trelą występują relacje, które mogą wywołać uzasadnione wątpliwości, co do ich bezstronności i wnoszą o wyłączenie z orzekania. Sąd Rejonowy wnioski te oddala i tak to uzasadnia:

„Złożenie przez pełnomocnika M. Trelę wniosku do SR w Toruniu, którego kadrę sędziowską do niedawna prezentował, świadczy o jego przekonaniu, że nastąpi obiektywne rozpoznanie wniosku o orzeczenie wobec oznaczonych osób (członków zarządu Metronu) zakazu prowadzenia działalności gospodarczej, bez kierowania się uprzedzeniami czy sympatiami w stosunku do uczestników postępowania. Z kolei sędziowie tego wydziału, mając świadomość doniosłości ustrojowej sądownictwa, powinni wykazać szczególną dbałość o to, by uniknąć sytuacji, która mogłaby dawać stronom pretekst do posądzenia o brak obiektywizmu w orzekaniu”.

Do sprawy wrócimy.Fakty

Jaka będzie przyszłość?

Zarząd spółki pracowniczej ma nadzieję, że ministerstwo przejmie Metron FZSOiR w ruchu i z załogą, bo likwidacja firmy i wyprzedaż maszyn przyniesie skarbowi państwa straty.

- Tak się stało ze spółką córką, Metron Clocks, która przejęła od nas montaż zegarów - twierdzi Pilarski. Skarb państwa, który miał w tej spółce 95,45 procent udziałów, zdecydował o jej likwidacji. - Syndyk Tyburek sprzedał ją rzemieślnikowi, Jackowi Treli z Gniewkowa, który zaproponował za Metron Clocks 85 tys. zł. My dawaliśmy 100 tys. zł i gwarancję zatrudnienia załogi, ale tę ofertę odrzucono - ubolewa prezes Metronu FZSOiR, czyli spółki matki.



Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 21-02-2015 20:15

    Brak ocen 0 0

    - pilarski : czyzby prezes mial takie dobra intencje ?

    Odpowiedz