Profesor na wewnętrznej emigracji

Grażyna Ostropolska 31 marca 2012, aktualizowano: 16-12-2013 12:34

- Kto zasługuje na krytykę: Uniwersytet Kazimierza Wielkiego czy jego były już pracownik, prof. Lech Witkowski? - zastanawiają się naukowcy z bydgoskiej uczelni. Przypominają zarazem, w jakiej atmosferze profesor odchodził z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w 2000 roku.


„Czas przeciąć stan opóźnień rozwojowych i postępów naukowych, zmniejszyć procent przestarzałych pracowników, wzmocnić mechanizmy presji na rozwój, usunąć hamulcowych we władzach (...)” - zaapelował filozof, pedagog i kulturoznawca prof. dr hab. Lech Witkowski w liście otwartym, opublikowanym w lokalnej gazecie. Pisał o „konfliktach, zapiekłościach, braku współpracy i życzliwości” na uczelni, którą opuścił w połowie lutego.

- Czyli o cechach, które sam prezentował - tak komentują słowa profesora pracownicy Instytutu Pedagogiki UKW. Są oburzeni, bo: - Profesor napisał ten paszkwil miesiąc po odejściu z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego i - zapewne nie przypadkiem - w dniu pojawienia się w instytucie Polskiej Komisji Akredytacyjnej, a to nie świadczy o jego życzliwości, a raczej o zapiekłości. I nie jest to pierwsza uczelnia, którą w ten sposób Witkowski opuścił - podpowiadają.

Nie usatysfakcjonowała ich publiczna odpowiedź władz uczelni na list. - Rektor nie chciał polemizować z bezzasadnymi ogólnikami, a naszym zdaniem warto, bo są ludzie, którzy je przeczytali i uwierzyli, że UKW to kiepska szkółka, a prof. Witkowski - jej jedyny wielki uczony

o nieskażonym autorytecie

- odszedł z uczelni na znak buntu - nawiązują do listu Witkowskiego naukowcy z Instytutu Pedagogiki UKW.

Nikt tu nie neguje dorobku i wiedzy profesora, ale co do jednego jest zgoda: - To człowiek nadzwyczaj konfliktowy - oceniają koledzy. Pamiętają, że w podobnej atmosferze i na znak protestu opuścił w 2000 roku mury Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. - Nie podobały mu się stosunki, panujące na wydziale humanistycznym toruńskiej uczelni - wspominają. Potem prof. Witkowski był w Radzie Prezydenckiej przy Prezydencie Miasta Torunia, ale urażony tym, że nie realizuje się jego pomysłów, odszedł w połowie kadencji. Wykładał też na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale i tam mu zazgrzytało, więc w 2007 związał się z UKW.

Sam profesor tak tłumaczył swoje przejście na bydgoski uniwersytet: „Przeszedłem tu z UJ w Krakowie z wielkim entuzjazmem i wolą realizowania wizji uniwersytetu jako wspólnoty akademickiej w najlepszym sensie, dynamicznego rozwoju środowiska, wysokiego poziomu dydaktyki i pomnażania dobra wspólnego. Tymczasem zderzenie z realiami, dominującymi na moim wydziale, powoduje, że jestem bliski odejścia, nie mogąc ich ani zmienić, ani się z nimi pogodzić”.

To fragment otwartego listu prof. Witkowskiego sprzed roku, zatytułowanego „UKW zasługuje na... poważną troskę”. Troska profesora o bydgoską uczelnię zyskała ogólnopolski rozgłos za sprawą jego pracy „O wyzwaniach autorytetu”. Witkowski opisuje tam konflikty na macierzystej uczelni i wspomina o... wewnętrznej emigracji. „Doszło do fazy, w której po okresie rocznej emigracji wewnętrznej w środowisku, która była następstwem nieudanych prób przerwania rytualizacji pozoru, wycofałem się z oficjalnej płaszczyzny konfliktu, nie chcąc dać się jej spalić” - wyjaśnia.

W instytucie, który profesor opuścił, panuje przekonanie, że sposób, w jaki to zrobił, nie przysporzy mu uznania, zaś jego autorytet

na tym ucierpi.

- Nie rozliczył studentów z semestralnej pracy, nie wpisał im zaliczeń do indeksów - wskazują byli koledzy z uczelni i dodają: - Chciał to zrobić, ale za dodatkowe pieniądze, choć nie miał do tego prawa.

- To jest sprawa, którą oni mi podyktowali po swojemu i nie mam nic więcej do powiedzenia - tak prof. Lech Witkowski reaguje na pytanie, dlaczego zostawił studentów bez zaliczeń.

Uwag kolegów z instytutu nie zamierza komentować. - Jeśli nie ma pani żadnego oficjalnego pisma, tylko pogaduchy, to może pani z nimi zrobić to, co uzna za stosowne, bo ja nie chcę się wikłać w żadną dyskusję - mówi i dodaje: - A Instytut Pedagogiki niech się zajmie swoimi problemami; niech zaczną pisać książki i niech funkcjonują w stylu akademickim po swojemu. Ta cała sytuacja nie zasługuje na to, bym się w nią wikłał.

Informacje pozyskane od urażonych listem profesora naukowców z UKW konfrontujemy u źródła. Rozmawiamy z dyrektor Instytutu Pedagogiki, prof. zw. dr hab. Urszulą Ostrowską. Pytamy, jak wyglądało odejście prof. Witkowskiego z uczelni.

- Rozwiązanie umowy pana profesora z uczelnią nastąpiło z jego inicjatywy. Odszedł z UKW 15 lutego. Ostatni wykład w semestrze miał zaplanowany na koniec stycznia, więc miał dwa tygodnie na to, by rozliczyć studentów z pracy, czego nie uczynił. Wyznaczył im termin złożenia esejów oraz relacji z jego wykładów na 14 lutego. I rzeczywiście, studenci to przygotowali. Przynieśli kartki z tekstami, zapakowanymi w foliowe torby, i złożyli je w gabinecie profesora w jego katedrze. To były prace ponad 400 studentów - wspomina prof. Ostrowska.

Uczelniany

gabinet przypominał poczekalnię.

Pojawił się problem, bo prof. Witkowski nie zamierzał tych prac sprawdzać, a studentom I roku pedagogiki różnych specjalności groziło niezaliczenie I semestru.

- Profesor nie chciał tego robić za darmo. Oznajmił, że prace sprawdzi w ramach dodatkowych godzin, zleconych mu przez uczelnię - dodaje prof. Ostrowska i tłumaczy, dlaczego tego żądania nie spełniono: - Nikt w UKW nie otrzymuje dodatkowych pieniędzy za egzamin, wpis do indeksu czy sprawdzanie prac studenckich, bo to wchodzi w zakres obowiązków, objętych podstawowym wynagrodzeniem.

Po konsultacjach i przedstawieniu tych żądań na zebraniu Rady Instytutu odpowiedziano prof. Witkowskiemu, że nie ma żadnych podstaw do wyróżniania go odrębnym potraktowaniem i zapłatą. Reakcja była błyskawiczna. Profesor przysłał im maila, zatytułowanego

„Ostatnie pożegnanie”.

- W pierwszej chwili myśleliśmy, że ktoś umarł, ale potem okazało się, że mail dotyczy niespełnionych oczekiwań prof. Witkowskiego - słyszymy w instytucie. Rozliczenie studentów, zgodnie z procedurami, przejął prodziekan Roman Leppert.

„UKW ma trudności w utrzymaniu stanu posiadania kadrowego i pozycji, co wynika z odchodzenia nie tylko na emerytury, ale i w geście protestu przeciw patologiom środowiskowym. Cztery odejścia w ciągu roku z Instytutu Pedagogiki najlepszych profesorów to klęska polityki władz wydziałowych” - pisze Lech Witkowski w liście otwartym.

- Czyje odejścia ma na myśli? - pytamy prof. Ostrowską.

- Były w Instytucie Pedagogiki dwie katedry małżeńskie. Jedną kierował prof. Jundziłł, drugą - prof. Witkowski, a pracownikami były ich żony. Nowa ustawa o szkolnictwie wyższym zakazuje nepotyzmu i to był jeden z powodów ich odejścia - odpowiada dyrektor instytutu.

Zauważa, że prof. Witkowski nie uczestniczył w posiedzeniach rady instytutu, rady wydziału ani innych uczelnianych gremiach.

- Zamykał się w swoim świecie.

Do wyjątków należały sytuacje, gdy czegoś potrzebował lub o coś się starał - twierdzi prof. Ostrowska. Jednej ze skarg prof. Witkowskiego długo nie zapomni: - Miał pretensje, że jego żona jest niedoceniana. Była taka sytuacja, że kolegium dziekańskie i komitet wydawniczy wytypowały wybitnego socjologa, prof. Piotra Sztompkę z UJ, na recenzenta pracy habilitacyjnej dr Jaworskiej-Witkowskiej. Jak się prof. Witkowski o tym dowiedział, to zrobił awanturę o to, że typujemy na recenzenta pracy żony kogoś, kogo on sobie nie życzy i natychmiast wycofał całą książkę z uczelnianego wydawnictwa. Kolejny raz wyraził niezadowolenie, gdy rada instytutu nie zaopiniowała pozytywnie wniosku o awans pani Witkowskiej na stanowisko profesora zwyczajnego. Prof. Witkowski nie składał też corocznych sprawozdań z dorobku naukowego swojej katedry - wspomina pani dyrektor.

„Szkodliwe jest dla uczelni wybieranie na funkcje akademickie osób słabych naukowo, opóźniających tym samym swój rozwój, sankcjonujących marazm środowiska” - wywodzi Lech Witkowski w liście otwartym. - Może nie doceniliście profesora, którego dorobek naukowy jest niebagatelny? - pytamy w instytucie. - Zaproponowałam mu funkcję konsultanta osób aspirujących do habilitacji, licząc, że tam się zrealizuje i

roszczeń będzie mniej, ale...

Profesor najpierw przyjął tę rolę, a potem stwierdził, że mu nie odpowiada. Podobnie potraktował imienne zaproszenie wzięcia udziału w konferencji naukowej, organizowanej przez prof. Bezwińską pod egidą PAN. Przyjął je, ale nie przyjechał i zamiast przeprosić panią profesor, wystosował napastliwy wobec niej tekst - takie przykłady odcinania się prof. Witkowskiego od akademickiego środowiska zapamiętała jego przełożona. Żałuje, że nie wyszła współpraca z profesorom.

- Jestem pełen nadziei w związku z wyborem nowego rektora UKW, którego program wychodzi naprzeciw moim postulatom - wyznał nam Lech Witkowski.

- Niestety, prof. Janusz Ostoja-Zagórski, zapytany na przedwyborczym spotkaniu o list otwarty profesora, powiedział, że jest to przejaw frustracji - przypominają jego uczestnicy.
Warto wiedzieć

Mamy osiągnięcia!

Instytut Pedagogiki UKW, na którym prof. Lech Witkowski nie zostawił suchej nitki, ma także osiągnięcia: - Jesteśmy jednym z nielicznych w Polsce wydziałów z pełnymi uprawnieniami akdemickimi do prowadzenia doktoratów, przewodów habilitacyjnych i profesorskich. W Instytucie Pedagogiki UKW uczy się 5 tys. studentów - wylicza prof. Urszula Ostrowska. - Zatrudniamy 80 pracowników etatowych i drugie tyle nieetatowych.

Mamy czterech profesorów zwyczajnych i 12 uczelnianych. Nasi pracownicy są członkami ogólnopolskich gremiów, a doktoranci przeprowadzają badania także poza granicami Polski. W mojej katedrze aksjologii pracuje absolwent Oksfordu, Piotr Kostyło, który zainicjował tłumaczenie dzieł zagranicznych naukowców w ramach projektu „Biblioteka myśli pedagogicznej”, dostrzeżonego w innych ośrodkach akademickich.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 11-07-2018 12:14

    Brak ocen 0 0

    - Alex: Alma Mater, UMK – standardy postępowania w podobnych przypadkach współpracowników SB „Profesor UMK był agentem SB” https://wiadomosci.wp.pl/profesor-umk- byl-agentem-sb-6031952717865601a Jan Woleński, Lech Witkowski jako rzecznik interesu publicznego filozofii polskiej (i w innych rolach też), Filozofia Nauki Rok X, 2002, Nr 2(38) http://bazhum.muzhp.pl/media//f iles/Filozofia_Nauki/Filozofia_Nauki-r20 02-t10-n2/Filozofia_Nauki-r2002-t10-n2-s 101-124/Filozofia_Nauki-r2002-t10-n2-s10 1-124.pdf „Nie mnie rozstrzygać, kto jest śmieszny, a kto nie. [...] Cóż, każdy oczyszcza się jak może czy też potrafi. Lech Witkowski w swych polemikach sporo uwagi poświęcił diagnozowaniu osobowości filozofów analitycznych i przedstawicieli innych dyscyplin akademickich. Niech i ja spróbuję dociec, co też kryje się za agresją LW wobec kolegów po fachu. Fragment o katharsis sugeruje, czego Lechowi Witkowskiemu potrzeba dla dobrego samopoczucia. Otóż, potrzeba mu owacji ze strony audytorium. Pozostawiając studenckie uniesienia na boku, wypada zauważyć, że polskie środowisko filozoficzne (o innych już nie wspominam) jakoś nie kwapi się z wyrazami nadmiernego entuzjazmem dla produktów myśli LW. On sam uważa to zapewne za celowy spisek, a ja (i wielu innych) za przejaw dobrego rozeznania w tym, co kto robi i co jest to warte. Znane prawo psychologii społecznej głosi: frustracja rodzi agresję. I tak chyba trzeba wyjaśniać treść i charakter polemicznych dokonań Lecha Witkowskiego. Zaznaczam, że jest to jedynie hipoteza empiryczna, a więc mogłem się pomylić” (s. 123-124).

    Odpowiedz

  2. 04-07-2018 14:13

    Brak ocen 0 0

    - XY: Czy opisana tu działalność profesora nie ma czasami związku z metodyka jego aktywności z wcześniejszych lat i jego „nietykalności transformacyjnej” – „Agenci transformacji i profesorzy światowej sławy”: http://wnet.fm/kurier/agen ci-transformacji-o-profesorze-swiatowej- slawy-od-zarania-kariery-tw-herbert-kopi ec-slaski-kurier-wnet-47-2018/

    Odpowiedz

  3. 19-03-2017 19:20

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Wiesiek: IPN By 00103/546/J TW Les

    Odpowiedz

  4. 14-07-2016 10:41

    Oceniono 3 razy 2 1

    - ma dość: A to co teraz wyczynia na KPSW to już w ogóle nie mieści się w ramach etyki i moralności.

    Odpowiedz

  5. 20-03-2015 19:22

    Oceniono 2 razy 2 0

    - WYSTARCZY BYC NAZWANYM PROFESOREM: BYĆ ŻĄDAĆ CORAZ WIĘCEJ BO ŻONA POTRZEBUJE NA SWOJE FIRDYGAŁKI .!!!!JASNE WIELKI PROF.ZATRUDNIA JUZ TRZECIA ŻONĘ , MŁODSZĄ O 25 LAT.HAHA...

    Odpowiedz